Lords Of Black – „Innuendo”

Wokalista Ronnie Romero grający na co dzień w zespole Lords of Black, występuje również z Rainbow.

Na drugim albumie zespołu Lord of Black znalazł się bonus w postaci Innuendo, ostatnio został udostępniony online.

Do poczytania o Live at the Rainbow

Ogólnodostępny magazyn fanklubowy poświęcony wydawnictwu Queen Live at the Rainbow – recenzje, trasy koncertowe, ciekawostki, dyskografia i inne.

Do pobrania TUTAJ

Sprzedaż Forever na świecie

W pierwszym tygodniu sprzedaż płyty szacowana na 123 400 szt. Zaś Rainbow w pierwszym tygodniu miało 38,7 tys. szt.

Lizar o Queen

W magazynie Lizard artykuł o Queen.

Sprzedaż

UK Album Chart

97 (76) Live at the Rainbow CD Egz. 6,717

Dziś w gazecie Metro – Dwa wielkie zespoły brytyjskie zespoły – Queen i Deep Purple – obdarowały swoich fanów nowymi płytami koncertowymi

Cofnijmy się zatem do połowy lat 70. i posłuchajmy jak purpurowi rockmani radzili sobie w Grazu w 1975 r., a ekipa Freddiego Mercury’ego rok wcześniej w londyńskim Rainbow Theatre

Krążek „Graz 1975″ to fonograficzna część większej całości – na rynku są też do kupienia inne oficjalne „koncertówki” Deep Purple, m.in. z Kopenhagi czy Paryża. W końcu archiwum jest przepastne i po latach robi duże wrażenie.

Podczas austriackiej eskapady kultowa kapela zagrała tylko osiem kawałków. Mało? Pozornie tak, ale cały koncert trwa tyle, ile powinien, czyli prawie półtorej godziny. Trudno go porównać do opus magnum „Live In Japan”, ale w Grazu na żywo też działo się dużo dobrego. „A teraz zagramy dla was trochę rocka” – zapowiadają muzycy i cała machina idzie w ruch, a wraz z nią „Burn” i „Stormbringer”, czyli wizytówki świeżo nagranych studyjnych albumów. Wszystko odbywa się zgodnie z koncertowym zwyczajem tylko do pewnego momentu. „Mistreated” poprzedza gitarowa galopada Ritchiego Blackmora, który przez dobre dwie minuty nie ma ochoty grać podstawowego riffu piosenki, tylko cytuje na instrumencie m.in. niemiecki hymn. „You Fool No One” rozpoczyna jedna z symfonii Beethovena, a między dźwiękami „Space Truckin” odzywają się na moment słynne „Dzwony rurowe” Mike’a Oldfielda.

Na płycie nie mogło zabraknąć evergreenu „Smoke On The Water”, a tego czego muzycy nie zagrali w całości, poukrywali fragmentarycznie w innych piosenkach. I tak obsługujący organy Jon Lord przemyca kilkanaście taktów z popisowego „Child In Time” w czasie grania wspomnianego „Space Truckin” ku wielkiej uciesze fanów.

Płyta Queen zawiera trzy razy więcej kawałków niż kompakt Deep Purple i brzmi bardziej majestatycznie, choć nie mniej czadowo. Mercury przez swój teatralny wokal stoi w ciekawej kontrze do rockowej perkusji, basu i gitary. Próżno tu szukać wielu przebojów grupy, bo te miały dopiero nadejść, więc zamiast „We Are The Champions”, „I Want To Break Free” czy „The Show Must Go On” dostajemy wczesne perełki Queen, którymi żaden szanujący się fan na pewno nie pogardzi. Ale otwierający płytę „Procession” skojarzy chyba nawet laik.

W 24-piosenkowym zbiorze są również powtórki. „Keep Yourself Alive” i „Son And Daughter” dostajemy na płycie dwa razy. Są także covery – przypomniany „Jailhouse Rock” Elvisa Presleya nakłania publikę do rytmicznego klaskania w rockandrollowej euforii. Są i chwilę patriotycznych uniesień, czyli fragment hymnu Wielkiej Brytanii „God Save The Queen” w krótkiej interpretacji Mercury’ego i spółki na sam koniec koncertu. Ten patent zostanie powtórzony na płycie „A Night At The Opera” i tam także zwieńczy dzieło.

z metro.pl

Konrad Wojciechowski

Teraz Rock

W październikowym numerze Teraz Rock recenzja DVD Live at the Rainbow.

Sprzedaż Rainbow w Polsce

Album Live at the Rainbow’74 debiutował na 31 pozycji sprzedaży w Polsce.

„Live at The Rainbow ’74″ – recenzja płyty

13 lipca 1985 roku odbyły się dwa przełomowe koncerty nazwane Live Aid. W dwóch miastach (Filadelfia oraz Londyn) wiele gwiazd rocka zagrało dla (łącznie) 1.5 miliarda ludzi z ponad 100 krajów. Było to wielkie wydarzenie charytatywne, jednak był to także moment chwały wielu zespołów. W tym dla grupy Queen, której występ na Live Aid został uznany za najlepszy koncert rockowy w historii. Zanim jednak nastąpiło rzeczywiste koronowanie Królowej muzycy z tego zespołu mieli naprawdę długą drogę do przejścia – ich pierwsze albumy, mimo że przyjemne, nie zrobiły furory wśród fanów.

Odmienić to miał ważny w historii Queen koncert w Londyńskim The Rainbow w listopadzie 1974 roku. Było to ikoniczne miejsce, na dodatek dość spore (3000 miejsc, wszystkie tego dnia były wyprzedane). Rok po tym wydarzeniu Freddie Mercury i spółka nagrali kawałek zatytułowany „Bohemian Rhapsody”, którym podbili świat. Teraz, po 40 latach od tego wydarzenia, dostaliśmy możliwość zapoznania się z tym występem – do sklepów trafił bowiem album „Live at The Rainbow ‘74”. Jak więc prezentował się Queen przed zdobyciem międzynarodowej popularności?

W skład tego krążka wchodzi 24 utworów, prawie półtorej godziny świadectwa formy i jakości zespołu pod koniec 1974 roku. W listopadzie tego roku zespół miał na koncie już trzy krążki, a także swoje pierwsze większe hity („Killer Queen”), było więc już czym zapełnić setlistę. Spośród zagranych piosenek wymienić można m.in. „Son And Daughter” z debiutu, „Ogre Battle czy Seven Seas of Rhye” z drugiego albumu czy też wspomniane już „Killer Queen” z trzeciego krążka formacji. Ludzie obeznani z dyskografią zespołu wiedzą doskonale, że nie są to wcale najlepsze dzieła Królowej (chociaż nikt nie zaprzeczy, że bardzo przyjemne). Tym bardziej byłem zdziwiony jak dobra jest to płyta!

„Live at The Rainbow” wsysa słuchacza w pierwszych sekundach od rozpoczęcia i oddaje go światu dopiero po końcowych akordach i taktach: zadowolonego, naładowanego energią i dobrą muzyką. Queen na żywo to prawdziwa petarda i tutaj widać to jak na dłoni. Kolejne numery grane są z zaangażowaniem, werwą i techniczną precyzją, Freddie szaleje na scenie jako wybitny wokalista i znakomity frontman, a Brian May wdzięcznie popisuje się swoimi możliwościami.

Co pomaga wszystkim tym piosenkom to relatywnie niewielka scena i kameralna atmosfera koncertu. Większość ludzi zna zespół Queen z wielkich, ogromnych koncertów („Live at Wembley”, by daleko nie szukać). Są to znakomite występy i świetnie przemyślane show, ale to właśnie w bardziej klubowej atmosferze docenić można prawdziwą wirtuozerie muzyków. Najbardziej na tym wszystkim zyskał wokal Freddie’go – trudno w to uwierzyć, ale tutaj jest jeszcze lepszy, bardziej precyzyjny i efektowny. Dużo zyskała także gitara May’a, która ma w każdym utworze wywalczone należne jej miejsce i pokazuje na co ją stać.

Co ważne piosenki dobrane są tak, by nie zanudzić słuchacza. Utwory wolniejsze, takie jak np. „White Queen (As It Began)” przeplatają się zgrabnie z szybkimi kawałkami („Keep Yourself Alive”), przez co energia cały czas utrzymuje się na optymalnym poziomie. Muzycy ewidentnie czuli się tego dnia i w tym miejscu świetnie – i to po prostu czuć.

To, co również zaskakuje (także pozytywnie), to relatywnie dobra jakość nagrania audio. Mając w pamięci takie dźwiękowe (nie artystyczne!) potworki jak „Alive!” Kiss czy koncertówka Led Zeppelin dołączana do remasteru „Led Zeppelin I” spodziewałem się raczej brzmienia łazienkowego: pełnego odbić, echa, niewyraźnego i po prostu słabego. Tymczasem „Live at The Rainbow ‘74” brzmi po prostu bardzo fajnie. Nie jest to nic specjalnego – pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, nawet z najlepszymi ludźmi od masteringu, jednak to co wypływa z naszych kolumn/słuchawek jest jak najbardziej zadowalające.

Dźwięk jest bowiem nieźle nasycony i ciepławo podbarwiony, znakomicie wypada wokal Freddiego (jest on tutaj naprawdę DUŻY) oraz Biran May ze swoją gitarą. Nieco gorzej rysuje się sytuacja w sekcji rytmicznej: perkusja brzmi niewystarczająco mocno, a bas jest tylko „buczącym” tłem.  Nie przeszkadza to jednak w odbiorze muzyki – tym bardziej, że spodziewałem się czegoś dużo gorszego.

Zespół Queen postarał się także w kwestii sposobów wydania tej płyty. Bo jest ich kilka i wszystkie są ciekawymi propozycjami. „Live at The Rainbow ‘74” nabyć więc można na  DVD, BRD, CD, winylu (w dwóch wersjach – zwykłej oraz „Deluxe”) oraz jako dwa boksy – winylowy (4 czarne płyty) oraz „Super Deluxe Box Set” (unboxing tego pudła już jutro na MttP). Jak widać każdy znajdzie coś dla siebie pod względem potrzeb i kosztów.

Obcowanie z „Live at The Rainbow ‘74” to przeżycie na poły mistyczne. Obserwujemy tutaj bowiem bogów rocka przed wyniesieniem ich na muzyczny Olimp. Są młodzi, niedoświadczeni, ale pełni zapału i energii. Krążek ten (niezależnie czy z zapisem wideo, czy też z samym audio) to absolutny must heave dla każdego fana i miłośnika Queen. Jest to także dobra propozycja dla ludzi, którzy tęsknią za dobrym klasycznym rockiem – tego typu grania jest tutaj naprawdę dużo i jest ono zdecydowanie godne polecenia!

Bartosz Pacuła

z http://musictothepeople.pl/

Recenzja Rainbow – Onet

Porzućmy na chwilę poprawność polityczną i powiedzmy sobie szczerze: Freddie Mercury w obcisłych rajtuzach, z obnażoną piersią i czarnymi wąsami, paradujący po scenie z mikrofonem niczym z obnażonym fallusem, wyglądał groteskowo. Gejowski szyk nigdy nie służył rockowemu image’owi. Dlatego znacznie lepiej wokalista Queen wypadał na początku kariery – kiedy jego homoseksualne ciągoty nie były aż tak widoczne.

Dowodem na to jest wydany właśnie na płytach CD i DVD koncert z 1974 roku. Queen byli wtedy jeszcze przed swymi największymi sukcesami – wydali dopiero dwa albumy, mieli w dorobku zaledwie jeden, zupełnie dziś nieznany przebój – „Seven Seas Of Rhye”. I wtedy trafiła im się naprawdę wielka gratka – możliwość zagrania w londyńskiej sali Rainbow, jednym z najbardziej prestiżowych miejsc koncertowych na świecie w tamtym czasie. Wielu przyjaciół odradzało muzykom ten występ, wszak przecież do niedawna grali w małych pubach. Mercury z kolegami postanowili jednak podjąć ryzyko – i wygrali!

Oczywiście, słychać w nagraniach, które trafiły na album, że nadal mamy do czynienia z zespołem, który dopiero się rozpędza. Ale to dobrze – bo jest w ich brzmieniu młodzieńcza energia, klubowa surowość, naturalna dzikość. Queen daleki był wtedy od wykonawczej perfekcji, jeszcze nie stworzył „Bohemian Rhapsody”, a o „Radio Ga Ga” nawet mu się nie śniło. Dlatego grają ostro i czadowo, lokując się nawet bliżej hard rocka niż prog-rocka.

Potężne riffy gitar uzupełniane masywnymi bębnami stanowią idealny kontrapunkt dla bogatej warstwy wokalnej – ekspresyjnego głosu Mercury’ego i zespołowych chórków. „Now I’m Here”, „Ogre Battle” , „Killer Queen”, „Seven Seas Of Rhye” i „Stone Cold Crazy” to najbardziej porywające momenty show. Świetnie wypada też końcówka – bo najpierw rozbrzmiewa dynamiczny „Modern Times Rock’n'Roll”, potem klasyczny „Jailhouse Rock” i wreszcie na finał wieńczący od wtedy na zawsze występy grupy „God Save The Queen”.

Na płycie DVD można zobaczyć, że muzycy z Queen hołdowali wtedy modzie łączącej glamową ekstrawagancję z progresywną teatralnością. Mimo to, ich image był jeszcze męski, szorstki, bliski temu, jak w tamtym czasie nosili się młodzi ludzie na ulicach Londynu czy Manchesteru. Mercury, choć wymalowany i już z obnażoną piersią, tryska ciągle zmysłowym testosteronem. My wiemy jednak, że wszystko to ulegnie z czasem radykalnej zmianie, która niestety zajdzie zdecydowanie za daleko. (8/10)

Rainbow sprzedaż

UK

Album Chart pozycja 11

DVD CHart UK poz. 35 THE FREDDIE MERCURY TRIBUTE CONCERT

Merlin 56 i 74 pozycja

Uncut i Queen

W angielskim magazynie Uncut w październikowym numerze  na 6 stronach o Queen i Rainbow.

Rainbow – niusy

5 września w ramach świętowania Freddie for a Day osoby zarejestrowane na stronie www.LiveAtTheRainbowFFAD2014.com będą mogły obejrzeć 30 minut koncertu.

W środku boxu

Do darmowego pobrania Killer Queen


http://www.queenonline.com/freetrack/

 

 

 


  • RSS
  • Facebook
  • YouTube
  • Last.fm