Sprzedaż koncertu w Łodzi

Na dziś sprzedaż wynosi ok. 6700 miejsc, gorzej ciut tylko Budapeszt ok.6500 przy podobnych areanach. Większość koncertów w Europie jest wyprzedana, większa ilość biletów zostaje w Wiedniu, Pradze (ok.2,500 z 14300) czy Kopenchadze. Sprzedaż trasy w Europie wynosi ok. 78%, w USA ok. 89%.

Queen zagra w całości album „News Of The World”?

Jesienią 2017 roku wystartuje trasa koncertowa Queen z Adamem Lambertem. Muzycy zapowiadają, że zagrają na niej coś wyjątkowego.

Queen 1 listopada 2017 roku wystartuje z europejską trasą koncertową, a już 6 listopada zagra w łódzkiej Atlas Arenie. Grupa zapewnia, że będzie to wyjątkowe tournee.

Queen w Polsce. Szczegóły koncertu

Gitarzysta Queen, Brian May, zapowiada:

Publika zna największe hity, więc musimy im je zapewnić, ale możemy zaskoczyć ją też czymś, czego się nie spodziewają. Tym razem tego będzie znacznie więcej.

Adam Lambert, który towarzyszy Queen w roli wokalisty od 2012 roku, w rozmowie dla „New Musical Express” uchylił rąbka tajemnicy, nad czym pracują muzycy.

Jeszcze nie mamy dogadanych szczegółów, ale prowadzimy wiele bardzo kreatywnych konwersacji. Pracujemy nad wyglądem sceny. Ten koncept wciąż ewoluuje. Mailowo dyskutujemy nad tym, jak zmienić setlistę i co zrobić inaczej.

Wielu fanów widziało nas więcej niż raz, ważne jest więc, żebyśmy się nie powtarzali, nawet jeśli dalej będziemy grali wielkie przeboje, z których znane jest Queen, chcemy nadać im inny kontekst albo inne efekty wizualne.

W tym roku mija 40. rocznica wydania albumu „News Of The World”, jednej z najsłynniejszych płyt Queen. Zapytany czy z tej okazji grupa wykona ten album w całości, Adam Lambert odpowiada:

Nie wiem, czy tak się stanie, ale była to jedna z naszych głównych inspiracji przy tworzeniu konceptu na tę trasę. Rozmawialiśmy o tym. To jeden z kluczowych pomysłów, jakie mamy. Z pewnością zagramy kilka piosenek z tej płyty, których wcześniej nie graliśmy.

Nawet wizualnie nawiązujemy do tego albumu. Rocznica płyty posłużyła nam za punkt odniesienia dla projektu sceny. Teraz może to brzmieć bez sensu, ale kiedy zobaczycie koncert, powiecie: „Aha, już wszystko rozumiem”.

Queen z Adamem Lambertem wystąpi w Polsce 6 listopada 2017 roku w łódzkiej Atlas Arenie. Ceny wejściówek wahają się od 266 złotych do 699 złotych.

z terazrock.pl

Bilety na Queen+Adam Lambert w Łodzi

Od dziś bilety na koncert w Łodzi do kupienia na stronie organizatora
http://bilety.imprezyprestige.com/
, eBilet.pl oraz w Empikach.

Queen+Adam Lambert w Łodzi – informacja prasowa

Zespół, w związku z tegoroczną trasą koncertową, przygotował całkowicie nowe show, wsparte najnowocześniejszą produkcją. Z kolei wybór repertuaru bez wątpienia podkreśli 40. rocznicę wydania najgłośniejszego albumu formacji Queen „News of the World” z 1977 roku, który zawiera najbardziej rozpoznawalne utwory, takie jak: „We Will Rock You”, czy „We Are the Champions”.

Współzałożyciel i perkusista Queen, Roger Taylor zapowiada:

- Koncerty w 2017 roku będą wyglądały zupełnie inaczej niż show, które wykonywaliśmy poprzednio. Produkcja zmieniła się w znaczącym stopniu, również rzeczy, jakie możemy zrobić teraz na scenie. Mamy dużo większy wachlarz możliwości, technika naprawdę wychodzi nam naprzeciw. Stwarza szanse na działania, których do tej pory jeszcze nie robiliśmy, albo takie, jakich nie robiliśmy od dawna.

Gitarzysta Brian May przyznaje z kolei, że nadchodzące koncerty Queen będą miały bardziej ambitny program muzyczny.
- Publika zna największe hity, więc musimy im je zapewnić, ale możemy zaskoczyć ich też czymś czego się nie spodziewają. Tego będzie znacznie więcej tym razem. W programie naszych występów znajdzie się wiele czynników dopasowanych do Adama, które bez wątpienia pasują też do naszej muzyki. To będą niepowtarzalne koncerty – podkreśla Brian May.

Adam Lambert, który podjął wyzwanie, by przeniknąć w klasyczny kanon Queen dodaje:

- Wszyscy nasi fani, którzy byli obecni na koncertach kilka lat temu, muszą wiedzieć, że z pewnością usłyszą znów największe hity Queen, które znają i kochają. Ale będzie to również doskonała okazja do tego, żeby stawić sobie wzajemnie wyzwanie – wyjaśnia Lambert. - Wchodzimy na wyższy bieg, nowe wizualizacje, zmiana technologii, mała zmiana setlisty. Najprawdopodobniej zaprezentujemy utwory z dorobku Queen, które wcześniej nie pojawiały się na naszych koncertach. Nie będę ukrywał, że jestem z tego powodu bardzo podekscytowany.

Trasa koncertowa Queen + Adam Lambert 2017 została zaprojektowana dla zespołu przez najbardziej prestiżowych i rozpoznawalnych producentów na świecie. Za projekt i produkcję odpowiedzialny jest Ric Lipson z Entertainment Architects Stufish Production, znany na całym świecie dzięki współpracy z takimi artystami jak: Pink Floyd, the Rolling Stones, czy U2, jak również otwarcia i zamknięcia ceremonii Igrzysk Olimpijskich w Pekinie w 2008 roku.

Za użycie ponad 300 reflektorów w trakcie show odpowiedzialny jest uznany specjalista Rob Sinclar, który oświetlał do tej pory trasy: Adele, Petera Gabriela, czy Kylie Minogue. Autentycznie zaskakujące elementy oświetlenia laserowego są częścią ER Production, która odpowiedzialna była również za ceremonię otwarcia i zamknięcia Igrzysk Olimpijskich w Londynie (2012). Po stronie muzycznej, oprócz stałego składu Queen + Adam Lambert, na klawiszach zagra Spike Edney, na basie Nail Fairclough i dodatkowo Tyler Warren na perkusji.

Queen + Adam Lambert odnieśli sukces i udowodnili, że idealnie tworzą zgraną całość. Wspólnie wystąpili już na 90 koncertach. Razem grają od lata 2012 roku, kiedy to zrealizowali swoją pierwszą europejską trasę, spektakularnie debiutując na oczach milionów widzów w Kijowie.

Gdy wyruszyli w pierwszą trasę po Ameryce Północnej w 2014 roku, zostali zaszczyceni tytułem Best Band of the Year na 10 edycji corocznego plebiscytu Classic Rock Roll of Honor. Ponadto zdobyli tytuł Best Live Band of the Year w głosowaniu Ultimate Classic Rock’s reader. Ta pełna aplauzu trasa koncertowa obejmowała również festiwale w Korei Południowej i Japonii oraz wyprzedane hale w Australii i Nowej Zelandii. Rok 2015 przyniósł kolejne wyzwanie dla zespołu, który zagrał 24 całkowicie wyprzedane koncerty w 10 różnych europejskich krajach. Następnie powrócił, tym razem z Adamem, do Brazylii jako headliner Brazil Rock in Rio oraz wystąpił na koncertach w Argentynie i Chile. Rok 2016 zaowocował kolejnymi 15 headlinerowymi występami, tym razem europejskich festiwali. Początkiem był portugalski festiwal Rock in Rio Lisbon, gdzie Queen zagrali dla 74-tysięcznej publiczności. Kolejna część roku poświ

Obecna trasa rozpocznie się 23 czerwca w Phoenix (Arizona) w Gala River Arena i potrwa w Ameryce Północnej aż do 5 sierpnia, kiedy to Queen zagra koncert w Houston w Teksasie. Jesienią zespół przyjedzie do Europy.

- Zespół Queen to jedna z największych legend światowej muzyki. Grupa, która odniosła megasukces. Zespół będący inspiracją dla wielu innych wybitnych gwiazd. Mający miliony fanów na całym świecie. Organizacja koncertu brytyjskiej formacji to dla nas prawdziwa przyjemność i zaszczyt – mówi Janusz Stefański z agencji Prestige MJM, która zorganizuje show w łódzkiej Atlas Arenie.

źródło organizator koncertu

Koncert w Łodzi

Zgodnie z przewidywaniami koncert Queen+Adam Lamebrt w Łodzi – 6listopada, bilety w sprzedaży od 26 kwietnia.

Queen Symfonicznie. W Atlas Arenie padł rekord

W sobotę w Atlas Arenie wystawiono projekt „Queen Symfonicznie”. To jak do tej pory największy koncert zespołów prowadzonych przez Jana Niedźwieckiego. 3,5 tys. osób śpiewało z Freddiem „We Will Rock You”, „We Are The Champions” i „I Want To Break Free”.

Projekt „Queen Symfonicznie” od pięciu lat tworzy zespół Alla Vienna i chór Vivid Singers prowadzone odpowiednio przez Jana Niedźwieckiego i Dawida Bera. W Polsce i zagranicą prezentowali go już ponad 100 razy, gromadząc pod sceną łącznie blisko 60 tys. widzów. W Łodzi padł rekord. „Queen Symfonicznie” zobaczyło 3,5 tysiąca osób. To oznacza, że swój najlepszy wynik frekwencyjny z Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu łódzcy muzycy pobili aż dwukrotnie.

Mocny debiut

Sobotni koncert projektu „Queen Symfonicznie” to pierwsze wydarzenie od początku do końca wyprodukowane wyłącznie przez Atlas Arenę. Stosując szkolną skalę debiut wypadł na 4+.

Sprawdził się system kotar wygradzających halę, tworząc w niej na czas koncertu przestronny amfiteatr. Publiczność mogła śledzić to co dzieje się na scenach aż na trzech telebimach. Ciężko jest też narzekać na nagłośnienie hali. Jeśli można się do czegoś przyczepić to są to krany kamerowe, które delikatnie utrudniały śledzenie tego co działo się na scenie. Nie jest to jednak błąd, który zaważyłby na jakości całego przedsięwzięcia.

Classic meets pop

Debiutujący w roli organizatora włodarze Atlas Areny mieli świetnych partnerów. „Queen Symfonicznie” to widowisko dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, w których muzyka poważna spotyka się z rockowym temperamentem utworów Mercury’ego. Opracowań Jana Niedźwieckiego tym razem na dużą 40-osobową Hollyłódzką Orkiestrę Filmową wydobywają to co w piosenkach Queen najlepsze – bogactwo dźwięków. Utwór „The Millionaire Waltz” można pomylić z XIX-wieczną kompozycją. Jeszcze mocniej wybrzmiewa nieśmiertelne „Bohemian Rhapsody”, bo cała część operowa jest wykonywana na żywo, a nie jak na większości koncertów łącznie z tymi dawanymi przez idolów Niedźwieckiego – odtwarzana z taśmy.

Kolekcjonerzy momentów

Podczas sobotniego koncertu momentów, które zapadną nam w pamięci na długo było co najmniej kilka. Utwór „Barcelona”, w którym oryginalnie niezwykły duet z Freddiem Mercury stworzyła hiszpańska śpiewaczka Montserrat Caballe wykonali nagrodzeni owacjami na stojąco: Michał Szpak i sopranistka Joanna Woś. Gwiazda X-Factora, która mimo świetnego występu nie dorównała swojej partnerce, zrehabilitowała się w drugiej części koncertu śpiewając „Love Of My Life”.

Owacjami na stojąco dostał też Freddie Mercury, w którego wcielił się Sebastian Machalski z warszawskiego Teatru Rampa. On żyje jego życiem. To widać w wyuczonych do perfekcji gestach i ruchach oraz słychać, ale nie tylko w kompozycjach jak np. „We Will Rock You”, „We Are The Champions” czy „I Want To Break Free” ale też wszystkim tym co dookoła. Spuentowany słowem „fuck” konkurs z publicznością na kto lepiej wyciągnie wokalizę jest tego najlepszym przykładem. Nawet jeśli pojawiają się gdzieś braki (skala głosu Freddiego obejmowała cztery oktawy) zręcznie tuszował je chór Vivid Singers.

W nowej roli

Bez względu na to jak równy był to koncert, słabych momentów raczej nie było, najciekawiej wypadły bisy, w których symfonicy weszli w skórę gwiazd rock. Chcąc poczuć się jak w hali koncertowej – w końcu grali w Atlas Arenie – poprosili publiczności o stawienie się pod sceną. Tłum bez chwili wahania rzucił się na wskazane miejsce. Nie mam żadnych wątpliwości. Ten spontaniczny gest był najlepszą rekomendacją jaką można było wystawić wszystkim występującym tego wieczoru muzykom. Brawo!

z gazeta.pl

Szpak śpiewa Barcelonę

Wykonanie Barcelony w ramach Queen Symfonicznie

Legendarny Freddie Mercury zaśpiewał w Manufakturze

Łódzcy artyści współtworzący projekt Muzyka Zespołu Queen Symfonicznie przygotowali specjalny flash mob – występ Freddiego Mercury’ego w patio łódzkiej Manufaktury.

Na zaimprowizowanej scenie wystąpił, rzecz jasna, sobowtór słynnego muzyka – aktor Sebastian Machalski. Wspólnie z gitarzystą Piotrem Wieczorkiem, orkiestrą salonową Alla Vienna i chórem kameralny Vivid Singers współtworzą oni projekt Muzyka Zespołu Queen Symfonicznie.

Pomysł na zrealizowanie dwuczęściowego koncertu z najważniejszymi utworami zespołu Queen narodził się w 2011 roku. Wtedy też przypadała 20. rocznica śmierci Freddiego Mercury’ego. Z początku miało to być jednorazowe wydarzenie. Do tej pory jednak muzycy wystąpili ponad 100 razy w całej Polsce i za granicą.

17 grudnia wraz z gośćmi specjalnymi – Joanną Woś i Michałem Szpakiem – wystąpią w łódzkiej Atlas Arenie. – Żeby przybliżyć nieco klimat tego wydarzenia, zorganizowaliśmy taki flash mob – wyjaśnia Jan Niedźwiecki, kierownik artystyczny projektu. – To takie fajne „przetarcie” przed koncertem, który odbędzie się za dwa tygodnie.

z https://www.radiolodz.pl

Michał Szpak i Queen Symfonicznie w Łodzi

17 grudnia w Atlas Arenie podczas koncertu Queen Symfonicznie gościnnie wystąpią Michał Szpak i Joanna Woś.

Projekt Queen Symfonicznie w ciągu ostatnich pięciu lat na scenie został zaprezentowany ponad 100 razy. Zaplanowany pierwotnie jako jednorazowy występ, przerodził się ostatecznie w wielką trasę koncertową. Premierowy spektakl odbył się 30 listopada 2011 w Klubie Wytwórnia w Łodzi.

Po pięciu latach w tym samym mieście (ale w znacznie większej sali – Atlas Arenie) odbędzie się specjalny koncert Queen Symfonicznie w związku z 25. rocznicą śmierci Freddiego Mercury’ego.

Tym razem projekt został rozpisany na 40-osobową Hollyłódzką Orkiestrę Filmową, w której brzmienie zespołu Alla Vienna oraz chóru Vivid Singers Dawida Bera wzbogacają muzycy Filharmonii Łódzkiej i łódzkiego Teatru Wielkiego. W rolę Frieddiego Mercury’ego wcieli się Sebastian Machalski z warszawskiego Teatru Rampa, któremu na gitarze towarzyszy Piotr Wieczorek.

W roli gości specjalnych pojawią się popularny wokalista Michał Szpak i światowej sławy sopranistka, laureatka najważniejszych konkursów wokalnych w całej Europie Joanna Woś.

Wspólnie wykonają utwór „Barcelona”, w którym oryginalnie niezwykły duet z wokalistą Queen stworzyła Montserrat Caballe. Michał Szpak zaśpiewa również solo w kompozycji „Love Of My Life”.

Na scenie Atlas Areny kilkudziesięciu artystów, w dwugodzinnym spektaklu – podzielonym na dwie części – przypomni największe przeboje brytyjskiej grupy. W pierwszej, klasycznej części koncertu, zabrzmią utwory zróżnicowane stylistycznie, które w przekrojowy sposób odzwierciedlają dyskografię zespołu. Będą to premierowe opracowania, stworzone specjalnie na tę okazję przez Jana Niedźwieckiego, lidera zespołu Alla Vienna, na co dzień kontrabasistę Filharmonii Łódzkiej.

Druga część koncertu to istne show, wzorowane na występach zespołu Queen. Prezentowane są największe hity grupy w rockowych aranżacjach. Będzie można usłyszeć m.in. utwory: „We Will Rock You”, „We Are The Champions”, „I Want To Break Free” oraz „Another One Bites The Dust”… a na deser „Bohemian Rhapsody” w unikalnym w skali światowej wykonaniu części operowej na żywo.

z interia.pl

Atlas Arena. Queen Symfonicznie w 25. rocznicę śmierci Freddiego

17 grudnia Atlas Arena będzie gościć projekt „Queen Symfonicznie”. Kultowe przeboje Frieddiego Mercury’ego wykona 40-osobowa Hollyłódzka Orkiestra Filmowa, zespół Alla Vienna, chór Vivid Singers i Freddie, w którego na scenie wcieli się Sebastian Machalski.

Pięć lat temu premierę miał projekt „Queen Symfonicznie” zespołu Alla Vienna. Siedmioosobowa orkiestra, którą tworzą muzycy związani z Filharmonią Łódzką oraz Filharmonią Świętokrzyską, na nowo zinterpretował przeboje grupy Queen. Pierwszy koncert zbiegł się z 20. rocznicą śmierci Frieddiego Mercury‚ego. Doskonałe przyjęcie publiczności zmotywowało grupę do kontynuowania występów. W ciągu pięciu lat w Polsce i za granicą zagrali blisko 100 razy gromadząc na swoich koncertach około 60 tys. widzów.

W tym roku obchodzona jest 25. rocznica śmierci Mercury’ego. Alla Vienna złoży mu hołd grając specjalną ogólnopolską trasę koncertową. Jej najważniejszym punktem będzie występ 17 grudnia w łódzkiej Atlas Arenie. Z tej okazji Jan Niedźwiecki, głowa projektu rozpisał muzykę na 40-osobową Hollyłódzką Orkiestrę Filmową, w której brzmienie zespołu Alla Vienna oraz chóru Dawida Bera wzbogacają muzycy Filharmonii Łódzkiej i łódzkiego Teatru Wielkiego. W rolę Frieddiego Mercury’ego wcieli się Sebastian Machalski z warszawskiego Teatru Rampa. Tego wieczoru na gitarze będzie mu towarzyszył Piotr Wieczorek.

Zmiana obsady nie wpłynie na formułę imprezy. Dwugodzinne, podzielone na dwie części show przypomni największe przeboje brytyjskiej grupy. W pierwszej, klasycznej, zabrzmią piosenki prezentujące przekrój całego dorobku „królowej”. Ważną rolę odegra w niej chór – Vivid Singers, który w zależności od potrzeb śpiewa melodie, podkłada harmonię, improwizuje solówki, a nawet pełni rolę perkusji. Druga część to show w stylu Queen. Zespół wymienia klasyczne instrumentarium na to bardziej rockowe, a na scenie pojawia się Freddie Mercury! Razem wykonują przeboje: „We Will Rock You”, „We Are The Champions”, „I Want To Break Free” oraz „Another One Bites The Dust”. Punktem kulminacyjnym jest „Bohemian Rhapsody” w unikalnym w skali światowej wykonaniu części operowej na żywo, bo jak podkreślają artyści nawet grupa Queen podczas swoich koncertów odtwarzała je z taśmy.

Warto pośpieszyć się z zakupem biletów. Wysoki poziom wykonawców oraz siła nieśmiertelnych przebojów przekłada się na zainteresowanie projektem zespołu Alla Vienna. Dotychczas – nie najtańsze bilety – rozchodziły się w kilka dni. Za miejscówki w Atlas Arenie zapłacimy: 79, 109, 139, 169 i 199 zł. Można je nabywać w punktach Ticketpro, na stronie www.ticketpro.pl oraz w Centrum Biletów Atlas Arena.

z gazeta.pl

Najlepszy fotograf lat 80. dla „Wyborczej”: Pracowałem dla Depeche Mode, pracuję dla premiera

Pytali się mnie: „Robiłeś Depeche Mode?! Iggy’ego Popa?!”. A dla mnie ci artyści byli po prostu nudni – opowiada wybitny brytyjski fotograf Brian Griffin „Gazecie Wyborczej”. Jego zdjęcia obejrzymy na FotoFestiwalu w Łodzi.
Olga Szymkowiak: Twarze pańskich bohaterów portretów nie są najważniejsze. Bywają przesłonięte cieniem i ukryte za różnymi przedmiotami.

Brian Griffin*: Nie interesuję się tym, jak ludzie wyglądają w rzeczywistości. Jeśli mają w sobie coś specjalnego, np. burzę loków jak Brian May z Queen, chcę to podkreślić.

Nigdy nie interesowała pana klasyczna fotografia portretowa?

- Nigdy nie interesowała mnie fotografia w ogóle. Nie kupuję albumów, nie myślę o rzeczywistości w sposób fotograficzny. Interesuje mnie sztuka.

Jak przygotowuje się pan do sesji zdjęciowej? Kiedy pojawia się pomysł na sfotografowanie konkretnej osoby?

- Zazwyczaj to kwestia impulsu, czasem wyniku rozmów z artystami i ich menedżerami lub przedstawicielami wytwórni. Zacząłem robić zdjęcia muzyków w 1978 r. Skończyłem w 1985 r., kiedy przemysł muzyczny uległ zmianie. Wszystko zaczęło kręcić się wokół marketingu i sprzedaży, w związku z czym spotkania dotyczyły wyłącznie tych kwestii.

Wcześniej najważniejsze były ciekawe pomysły i zabawa. Dobre zdjęcie mogło pomóc zespołowi w karierze, tak było w przypadkach kilku moich fotografii. Oczywiście najwięcej zależało od muzyki, ale pomogłem im w stworzeniu konkretnego wizerunku. Kiedy jednak pojawili się ludzie od marketingu, wszyscy zaczęli traktować pracę w tym przemyśle jak zwyczajną robotę i to zaczęło być nudne. Przestałem więc robić zdjęcia muzykom, bo nie było to dla mnie aż tak ekscytujące. Ludzie z wypiekami na twarzy mówili: „Sfotografowałeś Depeche Mode?! Będziesz robił zdjęcia dla Iggy’ego Popa?!”. A dla mnie ci artyści byli po prostu nudni.

Co takiego?!

- Naprawdę. Ja po prostu robiłem zdjęcia. Ci muzycy pomagali mi w uprawianiu sztuki, ale to wszystko. Było mi wszystko jedno, kim są.

Powiedział pan, że pomógł niektórym zespołom w rozwoju kariery. Miał pan na myśli Depeche Mode? Kiedy ich pan poznał, byli dzieciakami.

- Tak. Rzeczywiście zachowywali się jak dzieciaki, nie mogli się na niczym skupić, jak to młodzież, a ja czułem się, jakbym był ich nauczycielem. Po raz ostatni pracowałem z nimi w 1998 r., kiedy reżyserowałem teledysk do „Only When I Lose Myself”. Byli już wtedy dojrzałymi mężczyznami koło czterdziestki. David Gahan przeszedł przez wiele dramatycznych zakrętów i pokonał narkotykowy nałóg. Byłem pod jego wielkim wrażeniem. Byłem też jednak zadowolony, że nie muszę fotografować ich przez dłuższy czas, jak wcześniej. Za każdym razem, kiedy robiłem zdjęcie na okładkę, modliłem się, żeby artysta nie chciał się na niej znaleźć. Uważałem, że bez niego można stworzyć znacznie ciekawszą kompozycję promującą płytę. Wyjątek stanowił Iggy Pop, który był niesamowicie intrygujący i świetnie wychodził na zdjęciach.

Zdjęcie, które znalazło się na okładce płyty „A Broken Frame” Depeche Mode, uchodzi za jedną z najlepszych fotografii lat 80. i jedną z najwspanialszych okładek płyt w historii. Ale wcześniej przygotował pan okładkę pierwszej płyty Depeche Mode „Speak and Spell” – ta z kolei uznawana jest za jedną z najgorszych okładek wszech czasów. Co poszło nie tak?

- Daniel Miller z Mute Records, wydawca Depeche Mode, przeprowadził się do budynku, w którym pracowałem. Mój agent namówił go, żebym mógł zrobić okładkę dla Depeche Mode. Wcześniej robiłem udane zdjęcia okładkowe Iggy’ego Popa, przygotowałem także oprawę płyty „Look Sharp” Joe Jacksona, którą uznano za jedną z najlepszych okładek lat 70. Daniel Miller chętnie się zgodził. W tamtym czasie twórczość Depeche Mode przypominała plumkanie. Boże! Lubiłem niemiecką elektronikę, Kraftwerk, dlatego postanowiłem sobie trochę zażartować z Depeche Mode. Powstało zdjęcie łabędzia owiniętego folią. Nad tą okładką pracował również znakomity grafik Barney Bubbles. I zaprojektował najokropniejszą okładkę, jaką można sobie było wyobrazić! Zespół był przerażony, wytwórnia też, a przedstawiciele przemysłu muzycznego zgodnie stwierdzili, że to najgorsza okładka, jaką kiedykolwiek widzieli. Najdziwniejsze jest to, że teraz wszyscy tę okładkę uwielbiają (śmiech).

Taka sytuacja zdarzyła się dwa razy w karierze. Wcześniej zrobiłem zdjęcia zespołu The Teardrop Explodes na okładkę ich płyty „Kilimanjaro”. Tak wielu ludzi uznało ją za najgorszą okładkę roku, że wytwórnia postanowiła wydrukować w drugim tłoczeniu nową. A teraz wszyscy chcą mieć moją!

Wracając do Depeche Mode, nie mogłem zrozumieć, dlaczego chcieli, bym zrobił dla nich drugą okładkę. Może to dlatego, że płyta sprzedawała się dobrze?

A jak powstało słynne zdjęcie z okładki „A Broken Frame”?

- Spotkaliśmy się z zespołem i Millerem, podyskutowaliśmy i zdecydowaliśmy, że będzie to rosyjska żniwiarka na polu kukurydzy. Lubiłem fotografować ludzi pracujących fizycznie, interesowałem się rosyjską sztuką, a konstruktywizm i socrealizm były w modzie. W tym czasie pracowałem ze stylistką Jacqui Frye, która zaprojektowała ubranie dla modelki. Miejsce znaleźliśmy godzinę drogi na północ od Londynu. Bohaterką fotografii była kobieta w średnim wieku, tancerka. Pogoda przypominała tę, którą dzisiaj mamy w Łodzi. Było okropnie – ulewa, szare niebo i ta kukurydza, bardziej szara niż żółta. Kiedy wreszcie deszcz przestał padać, rzuciłem na kukurydzę trochę żółtego światła, ustawiłem tancerkę na polu i zacząłem czekać aż chmury ułożą się w interesującą strukturę. Przez chwilę wyglądały wspaniale, ustawiłem ekspozycję, balans i szybko nacisnąłem spust migawki. Kiedy to zrobiłem, wszyscy cieszyliśmy się tak, że aż podskakiwaliśmy jak dzieci. Kiedy po paru dniach zdjęcie było już gotowe, Miller nie mógł uwierzyć własnym oczom! To był historyczny moment. Później zdjęcie wybrano na najlepszą fotografię w Wielkiej Brytanii, pojawiło się na okładce magazynu „Life”. Pismo zobaczyłem w kawiarni w Berlinie, niesamowite uczucie. Najważniejszy magazyn fotograficzny na świecie, a ja miałem okładkę! Ta historia pokazała mi, że w fotografii z niczego może powstać coś niezwykłego.

Mówi pan, że zespoły były nudne. Żadnego „sex, drugs and rock’n'roll”?

- Nie pociągało mnie to, a i większość zespołów, z którymi wówczas pracowałem, była poukładana.

Po nagraniu „Black Celebration” Depeche Mode opuścili mnie i zaczęli współpracę z Antonem Corbijnem. Tak samo zrobili Echo & The Bunnymen. Po latach zrozumiałem, że zawsze byłem najmniej znaczącą postacią w grupie. Robiłem, co do mnie należy – i już. Kiedy więc przemysł muzyczny zaczął się ode mnie oddalać, nie przejąłem się tym zbyt mocno, wcześniej pracowałem też w reklamie. Znacznie bardziej się to opłacało. Zacząłem też robić zdjęcia biznesmenom i politykom. Spodobało mi się to i tak już zostało.

Którego z artystów, z którymi pan pracował, wspomina pan najlepiej?

- Nowofalową piosenkarkę Lene Lovich. Z większością pracowało mi się dobrze. Parę razy musiałem jednak wyrzucić kogoś ze studia, np. zespół Talk Talk. Nie mieli za grosz samodyscypliny, nie dało się z nimi pracować. Szkoda, bo uważałem ich za jedno z najciekawszych muzycznych zjawisk lat 80.

Słuchał pan w ogóle muzyki zespołów, które fotografował?

- Raczej nie. Słuchałem Devo, Joy Division czy Kraftwerk. Niestety nie miałem okazji z nimi pracować. To trochę smutne, prawda? Robić zdjęcia dla największych gwiazd muzyki, ale nie mieć szansy na współpracę z ulubionymi wykonawcami. Świat nie zawsze wygląda tak, jakbyśmy chcieli. Zazwyczaj jest zupełnie odwrotnie.

„Guardian” uznał pana w 1989 r. za fotografa dekady. Czy pana życie się po tym zmieniło?

- Tak. Porzuciłem fotograficzny sprzęt i zacząłem robić filmy. W tym czasie miałem wystawę w londyńskiej National Portrait Gallery i bez przerwy pojawiałem się w telewizji. Cały ten szał spowodował, że postanowiłem zamknąć za sobą te drzwi i zacząć robić coś nowego.

Fotograf dekady tak po prostu rzucił fotografię?!

- Tak. Wszyscy chcieli ze mną współpracować, a ja musiałem odmawiać: „Sorry, ale już się tym nie zajmuję”. Potrzebowałem zmiany i nowego wyzwania, chciałem zostać świetnym reżyserem. Pracując nad kolejnymi okładkami płyt, zaczynałem się powtarzać. Myślałem o tym jak o zwykłej pracy, a kiedy pasja staje się tylko pracą, musisz się ratować.

Czym zajmuje się pan teraz?

- Przygotowuję dwie wystawy: jedną w Łodzi, drugą w Anglii. Wróciłem do fotografii. Mam swoje korporacyjne zlecenia, np. zdjęcia dla premiera. Robię także portrety i fotoreportaże dla gazet.

*Brian Griffin – ur. w 1948 r. w Birmingham. Studiował fotografię w Manchester Polytechnic, potem przeprowadził się do Londynu, gdzie do dziś pracuje jako niezależny fotograf. Sławę zyskał jako twórca zdjęć, które znalazły się na okładkach płyt takich gwiazd jak Depeche Mode, Iggy Pop czy Kate Bush. Współpracował także m.in. z The Clash, Brianem Eno, Queen i Placebo. W 1988 r. wydał album „Work”, któremu towarzyszyła monograficzna wystawa w National Portrait Gallery w Londynie. Rok później „Guardian” przyznał mu tytuł fotografa dekady. W latach 1991-2002 reżyserował reklamy, teledyski i filmy krótkometrażowe. We ubiegłym roku otrzymał Medal Stulecia od Królewskiego Towarzystwa Fotograficznego za całokształt osiągnięć, a w marcu – honorowy doktorat Uniwersytetu Miejskiego w Birmingham za pracę na rzecz tego miasta.

Wystawa Briana Griffina „DisCover Photography” zostanie otwarta w sobotę o godz. 20 w dawnych zakładach Monopolu Wódczanego Monopolis.

FotoFestiwal

13. edycja FotoFestiwalu – Międzynarodowego Festiwalu Fotografii w Łodzi – rozpocznie się w czwartek o godz. 19 wernisażem wystawy „Legendy” Volkera Hinza, niemieckiego fotografa, który od blisko 40 lat robi zdjęcia gwiazdom estrady, artystom i politykom. W dorobku ma m.in. portrety Woody’ego Allena, Muhammada Alego i Harrisona Forda. Dzieła Hinza będziemy mogli oglądać w lokalizacji dobrze znanej bywalcom pierwszych edycji festiwalu – halach dawnej fabryki Karola Scheiblera. Wcześniej była to siedziba Łódź Art Center, a po długim remoncie otworzył się tu niedawno Art_Inkubator, który wspierać ma artystów z przemysłów kreatywnych.

W Art_Inkubatorze zobaczymy także zdjęcia Bolesława Augustisa, który w latach 30. XX w. dokumentował życie mieszkańców Białegostoku. Negatywy odnalazł i odnowił Grzegorz Dąbrowski, redaktor naczelny białostockiej „Wyborczej”.

W piątek w Atlasie Sztuki otwarcie retrospektywnej wystawy Rogera Ballena, znanego z czarno-białych, niepokojących zdjęć przedstawiających mieszkańców RPA. W galerii zawiśnie ich 180.

z gazeta.pl


  • RSS
  • Facebook
  • YouTube
  • Last.fm