Queen + Adam Lambert w krakowskiej Tauron Arenie – relacja

Krakowska Arena niedawno poszerzyła swoją nazwę. Od lutego nazywa się TAURON Arena Kraków, co nawiązuje do sponsora tytularnego. Jako jeden z pierwszych w hali pod nowym szyldem wystąpił zespół, którego nazwa jest symbolem tego, co w muzyce najlepsze. Nawet po tym, jak na potrzeby koncertów dodano do niej nazwisko wspomagającego grupę wokalisty – Adama Lamberta.

Muzycy Queen, bo o nich mowa, wystąpili w Krakowie w sobotę 21 lutego. Adam Lambert nie jest nowym członkiem grupy, lecz wokalistą z nią występującym. Stąd też wymowny „plus” po nazwie Królowej, mający oddzielić Queen z czasów Freddiego Mercury’ego (oryginalny skład zespołu uzupełniał basista John Deacon) od tego, co Brian May i Roger Taylor – założyciele grupy i muzycy mający niekwestionowany wkład w jej pozycję na muzycznym olimpie – robią obecnie. Nazwa „Queen +” pojawiała się od pewnego czasu i oznaczała współpracę muzyków Queen z innymi artystami, zarówno z Paulem Rodgersem w latach 2005–2008, jak i aktualną z Lambertem, której pierwsze w pełni koncertowe efekty widzieliśmy w 2012 r.

Jednym z miast, które stało się świadkiem początków tej formacji, był Wrocław, gdzie muzycy gościli 7 lipca na Stadionie Miejskim. Występy z 2012 r. zostały na tyle dobrze przyjęte, że  w 2014 r. grupa odbyła duże tournée obejmujące Amerykę Północną, a także Australię, Nową Zelandię i Azję. Zakończyło się ono sukcesem a artyści, zachęceni pozytywnymi reakcjami widowni, w styczniu wyruszyli w halową trasę po Europie. W jej ramach odbył się występ w krakowskiej Tauron Arenie. Koncert ten był rockowym otwarciem nowego rozdziału w historii tej jednej z największych i najnowocześniejszych hal widowiskowo-sportowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Queen + Adam Lambert pojawili się na scenie około godziny 20:25. Skład formacji Taylora i Maya, oprócz Lamberta – 33-letniego amerykańskiego piosenkarza mającego w dorobku dwa albumu studyjne, a zarazem autora tekstów, aktora i finalisty programu „American Idol” z 2009 r. (Taylor i May spotkali się z nim po raz pierwszy właśnie podczas finału 8. edycji tego programu w maju 2009 r.) – uzupełniają: klawiszowiec, znany ze współpracy z Queen – Spike Edney, syn Taylora – Rufus, grający na instrumentach perkusyjnych, i basista Neil Fairclough.

Na otwarcie zaprezentowali „One Vision”, utwór, którym rozpoczynali koncerty podczas trasy Magic Tour w 1986 r. (była to ostatnia trasa z Freddiem Mercurym i, zdaniem wielu, Queen m.in. właśnie jej zawdzięczał tytuł najlepszego koncertowego zespołu świata). Rozentuzjazmowana publiczność, która w liczbie ok. 13 tysięcy szczelnie wypełniła Arenę, na dobry początek dała się porwać temu energetycznemu utworowi. Warto dodać, że wcześniej widownia znakomicie rozgrzewała się sama – choćby wykonując imponująco wyglądającą falę – zanim opadła kurtyna z logo Queen, odsłaniając muzyków.

Wraz z pojawieniem się artystów publiczność mogła zobaczyć w pełnej krasie specjalnie skonstruowaną na potrzeby koncertów scenę, w której najbardziej podobać się mogła ruchoma, nabita światłami konstrukcja w kształcie litery Q (języczek tej litery wysunięty był w publiczność a w jej środku znajdował się ekran). Dodatkowymi elementami sceny były wysuwany podest i balkoniki po bokach. Jako drugi w kolejności zabrzmiał numer mało znany, będący jednak symbolem hardrockowej i momentami niemal metalowej strony Queen, która była im szczególnie bliska zwłaszcza na początku kariery w pierwszej połowie lat 70. „Stone Cold Crazy”, bo o nim mowa, zabrzmiał drapieżnie i soczyście rockowo, już na początku koncertu udowadniając, że May i Taylor, a także pozostali instrumentaliści, są w świetnej formie.

Słowa uznania należą się także Lambertowi, który operował swoim wokalem znakomicie, o wiele lepiej niż na wspomnianych koncertach z 2012 r., podczas których momentami można było odnieść wrażenie, że bardziej krzyczał, niż śpiewał. Próbkę charakterystycznej barwy, dużych możliwości modulowania głosem i śpiewania na różnych wysokościach dał także w „In the Lap of the Gods… Revisited” (w chórkach wspomagali go May i Taylor). Utwór ten poprzedzony został pierwszym tego wieczoru wielkim hitem – „Another One Bites The Dust”, w którym Lambert zaprezentował się, jakby ten disco-funkowy utwór był dla niego szyty na miarę, oraz „Fat Bottomed Girls”, w którym May biegał po wysuniętym w publiczność fragmencie sceny, całość została rozbudowana o instrumentalną końcówką a wokalista popisał się „dialogiem” i łatwością w nawiązywaniu kontaktu z publicznością. Ta od samego początku dawała mu wyrazy wsparcia i aprobaty. A nie było to wcale takie oczywiste, bowiem także w Polsce współpraca Queen z Lambertem wzbudzała kontrowersje. Wokalista jeszcze bardziej zjednał sobie publikę, brawurowo wykonując „Seven Seas of Rhye”.

Utwór, który w jego wykonaniu był, moim zdaniem, najlepszym w 2012 r. we Wrocławiu, także teraz wypadł bardzo dobrze. Dla niektórych to „Seven Seas of Rhye” – a nie, jak się powszechnie uważa, „Killer Queen” – było pierwszym „hitem” zespołu, gdyż dotarło do 10. miejsca na brytyjskiej liście przebojów (w 1974 r.). Tym bardziej ciekawe, że właśnie „Killer Queen” muzycy wykonali jako następny numer i był to kolejny utwór, w którym ciężko przyczepić się do wokalu Lamberta. Od tego momentu mogliśmy się jednak przyczepiać do czegoś zupełnie innego. O ile bowiem wokalnie Lambert prezentuje się przyzwoicie, to jako showmanowi daleko mu do Freddiego. Elementem, który najbardziej łączy go z Mercurym, jest chyba podobna co jego orientacja seksualna. Zachowanie, choreografia, ruchy, gesty czy mimika Lamberta momentami bywają odrzucające. Widzieliśmy to w pigułce przy okazji „Killer Queen”.

Lambert świetnie czuje się w musicalowo-wodewilowej stylistyce, w którą ten utwór się wpisuje. Ciekawą wokalną interpretację połączył jednak z kreacją, w której leży na sofie, wachluje się wachlarzem, zalotnie kokietuje a na końcu pluje w publiczność szampanem. Poza aktorskimi „popisami” przy okazji tego utworu, musicalowo-teatralne zapędy Lamberta najlepiej widać było przy okazji „Somebody to Love”, w którym pozwolił sobie na zabawę z publicznością, własne interpretacje niektórych fragmentów utworu i autorskie przyśpiewki. Wyraźnie widać, że lubi ten utwór (w wersji z inaczej zaaranżowaną końcówką niż w oryginale) i czuje się w nim pewnie. Moim zdaniem wypada w nim jednak przeciętnie. Podobnie jak w „Who Wants to Live Forever”, w którym jego śpiew momentami ocierał się o zawodzenie i teatralny lament. O wiele lepiej wypadło „Save Me”, które częściowo wykonał na balkoniku będącym podwyższeniem sceny. Pamiętajmy, że jego wybór na wokalistę nie spotkał się z powszechną aprobatą nie tylko ze względu na jego sceniczne zachowanie, ale przede wszystkim dlatego, że nie jest on piosenkarzem rockowym. W jego głosie brakuje rockowego feelingu i naturalnej zadziorności. Z pewnością jednak jest bardzo dobrym wokalistą i najlepiej czuje się w utworach utrzymanych w pop-rockowej i musicalowej konwencji.

Brian May i Roger Taylor są zachwyceni zarówno jego umiejętnościami wokalnymi, jak i sceniczną osobowością, ale zdecydowana większość fanów na koncert przyszła przede wszystkim dla nich. Dzięki nim muzyka Queen brzmiała tak jak z czasów, kiedy na scenie biegał Freddie. Brzmienie było czyste, ostre jak brzytwa, nagłośnienie dobre. Dźwięki instrumentów charakterystyczne i rozpoznawalne. Nie tylko podczas wymienionych do tej pory utworów, głównie z lat 70., ale podczas całego koncertu i takich hitów, jak „I Want to Break Free”, „Radio Ga Ga”, „I Want It All” czy „The Show Must Go On”, w których muzyka przyćmiewała poprawny przecież wokal Lamberta.

Najbardziej „queenowymi” momentami były jednak te, kiedy Lambert znikał ze sceny, a funkcje wokalisty przejmowali May lub Taylor. Zaczął ten pierwszy. „Love of My Life” jest stałym i dla wielu najbardziej wyczekiwanym punktem koncertów. Dlaczego? Odpowiedzi jest wiele: cudownie dźwięki akustycznej gitara Maya, jego emocjonalny śpiew do spółki z publicznością wszędzie znakomicie znającą tekst i wreszcie Freddie, który „kończy” ten utwór z telebimu. Wszystko to razem brzmi i wygląda niezwykle wzruszająco, nawet jeśli zachowanie Maya jest mocno wyreżyserowane i niemal niezmienne od lat, z obecnym do dziś „obcieraniem łez”. W Krakowie można go jednak posądzać o szczere wzruszenie, a to wszystko dzięki specjalnej akcji zorganizowanej przez Polski Fanklub Queen, dzięki której w trakcie utworu znaczna część hali rozbłysła zapalniczkami, telefonami komórkowymi, latarkami i innym rodzajami światełek. Było to prawdziwie „światełko dla Freddiego” (jemu bowiem zadedykowany jest utwór) – inicjatywa, w którą zaangażowało się nadspodziewanie dużo fanów.

Efekt był imponujący, czego nie omieszkał podkreślić ze sceny Brian, który przy okazji tej kompozycji powiedział także kilka słów po polsku. Po tym dosłownie i przenośni jednym z najjaśniejszych fragmentów występu przyszedł czas na kolejny stały punkt, tzw. stereoskopowe selfie – zdjęcie, które May wykonuje specjalnie zaprojektowanym urządzeniem na tle publiczności. Zachwycona widownia nie zdążyła jeszcze ochłonąć, a May zaprosił na scenę Taylora oraz będących do tej pory w cieniu Spike’a Edneya, Neila Fairclougha oraz Rufusa Taylora, którzy przez cały koncert znakomicie ze sobą współpracowali, tworząc przede wszystkim podkład do gitarowych popisów Maya. Była to okazja do przedstawienia muzyków, a później cała piątka zaprezentowała kolejny utwór, którego sposób wykonania ma rodowód z czasów współpracy z Paulem Rodgersem, czyli akustyczne „’39”. Zapowiadając go, May nawiązał do tekstu kompozycji, traktującego o podróży w czasie. Uroczemu wykonaniu towarzyszyły zaś adekwatne „kosmiczne” sekwencje i zdjęcia prezentowane na ekranie.

Następnie pałeczkę przejął Roger Taylor, choć w sensie dosłownym to ją… oddał. Na głównym zestawie perkusyjnym zastąpił go bowiem Taylor junior, a sam Roger chwycił za mikrofon i brawurowo oraz niezwykle czysto wykonał jeden z największych przebojów Queen – „A Kind of Magic”. Akompaniował sobie na tamburynie a całość okraszona była solówką Maya, której w takiej wersji próżno szukać w oryginalnej piosence. Istotnie było to iście magiczne wykonanie, aż szkoda, że jedyne tego wieczoru, w którym samodzielnie zaśpiewał Taylor. Zabrakło bowiem granego czasem podczas tegorocznej trasy „These Are The Days of Our Lives”.

Na osłodę pozostało nam znakomite basowe solo (na gitarze i kontrabasie elektrycznym) Fairclougha, w którym przemycił kilka tematów z mniej znanych utworów Queen (m.in. „Body Language”) a na ostatni fragment dołączył do niego perkusista Queen, który na tę okoliczność zasiadł za perkusją ustawioną na wysuniętej części sceny. Pozostał tam podczas „bitwy” na perkusyjne umiejętności ze swoim synem Rufusem. Obaj wypadli bardzo dobrze, ale pierwszoplanową rolę odgrywał bardziej doświadczony i lepszy z tego duetu Roger. Z nowego miejsca zagrał też „Under Pressure”, w którym poza energiczną grą pełnił jeszcze rolę drugiego wokalisty. Pierwszym był Lambert, który powrócił po kilku utworach nieobecności. Pozostał on na scenie na dwie ballady, wspomniane wcześniej „Save Me” i „Who Wants to Live Forever”.

Niedługo jednak wokalista znowu zniknął, bo na dłuższą chwilę scenę zdominował doktor (ma doktorat z astronomii!) May. Wirtuoz gitary zagrał swoje tradycyjne solo, poprzedzone utworem „Last Horizon” – jedynym na koncercie spoza repertuaru Queen (to solowy utwór Maya). Po tych roszadach wokalno-instrumentalnych rozpoczęła się ostatnia części koncertu. Wrócił Lambert, który na ponowne wejście pomylił się w dynamicznym, agresywnie rockowym „Tie Your Mother Down”. Po zakończeniu tego kawałka z przeciętnym skutkiem próbował wciągnąć do wspólnych śpiewów publiczność. W ostatnim fragmencie zasadniczej części koncertu nie zabrakło wielkich hitów: „Radio Ga Ga” z klasycznym klaskaniem głównego motywu przez widownię, „Crazy Little Thing Called Love” (w którym Lambert całkiem sprawnie naśladował wokalną manierę Elvisa Presleya oraz „pomagał” Edneyowi, grając na klawiszach), a przede wszystkim świetnie zagranego (i w części także zaśpiewanego) przez duet May-Taylor „I Want it All”. W czasie „Radio Ga Ga” Lambert zszedł ze sceny, by przywitać się ze stojącą najbliżej barierek publicznością.

Po tym utworze Brian zapytał zaś widownię, jak ocenia Adama. Reakcja była umiarkowanie entuzjastyczna. Pojawiły się także nieobecne na ostatnich koncertach „Dragon Attack” oraz „The Show Must Go On”, który wypadł wzruszająco. Wisienką na torcie było monumentalne wykonanie muzycznego arcydzieła, jakim jest „Bohemian Rhapsody”. Pierwszą zwrotkę nadspodziewanie dobrze zaśpiewał Lambert, drugą widoczny na ekranie Freddie, ostatni fragment wyśpiewali zaś na przemian razem. Część operowa została oczywiście odtworzona z taśmy a po niej na scenie ponownie pojawili się wszyscy muzycy, energicznie i zjawiskowo wykonując rockową końcówkę. Świetnie wypadł zwłaszcza May, ubrany wówczas na złoto. To był muzyczny absolut! Po nim nastąpiła krótka przerwa. Wszyscy czekali jednak na planowany bis, w którym usłyszeliśmy evergreeny muzyki rozrywkowej „We Will Rock You” i „We Are The Champions”. Tutaj chyba najtrudniej ocenić głos Lamberta i towarzyszącą mu muzykę, bowiem, podobnie jak większość publiczności świadomy końca tego niezwykłego show, słuchałem ich bardziej sercem i emocjami niż uszami. Całość tradycyjnie zakończyła instrumentalna, rockowa wersja hymnu Anglii, którego własną wersję Queen przedstawił w 1975 r. Przy dźwiękach „God Save the Queen” i spadającym na wszystkich złotym konfetti muzycy pożegnali oczarowaną publiczność.

Widać, że współpraca w ramach Queen + Adam Lambert wyraźnie się zazębiła. Lambert jest profesjonalistą, świetnie zna repertuar zespołu, interpretuje go lepiej niż w 2012 r., ma bardzo dobry kontakt z publicznością, czuje się pewnie na scenie, na którą wnosi dużo energii i niektóre elementy jego show mogą się podobać. Ale z drugiej strony właśnie ta pewność jest momentami rażąca. Poza tym jego słowa (nawet te pochwalne wobec muzyków i Mercury’ego, które wygłosił po „Killer Queen”) są wyuczone i w większości nienaturalne oraz powtarzane przy okazji niemal każdego występu.

Trzy lata temu, na początku koncertowej współpracy miał więcej pokory wobec muzyków Queen. Jest bowiem uznanym i utytułowanym piosenkarzem, ale jego kariery nie można nawet porównywać z tym, co osiągnęli May z Taylorem. Teraz także nie kreuje się na największą gwiazdę wspólnych koncertów, ale jego choreografia, gesty (takie jak wymachiwanie językiem czy łapanie się za krocze) czy zniewieściałe ruchy (kręcenie biodrami) sprawiają, że niektórzy, w tym ja, widzą wyraźny kontrast miedzy magnetyzującym publiczność Freddiem a momentami ocierającym się o kicz Lambertem. Jego skala głosu robi wrażenie, ale za często dopuszcza się on teatralnych interpretacji i licznych ozdobników, próbując zachęcić publiczność do wspólnych śpiewów. Udaje mu się to, ale Freddiemu publiczność „jadła z ręki”, a na zachęty Lamberta reaguje jakby dlatego, że tak wypada. Barwa jego głosu mnie nie powala, bywa wręcz drażniąca.

Odrębną sprawą są jego stroje i przebieranki, z lamparcią skórą i koroną na czele, w których zaprezentował się na koniec występu. O ile ta kreacja jak dla mnie była irytująca (podobnie jak buty na wysokim obcasie), to trzeba powiedzieć, że jeśli chodzi o sceniczne stroje, Lambert zrobił postęp od 2012 r. Nie pojawia się już różowe boa, a szczególnie dobrze wyglądał czarny, skórzany strój, w którym wystąpił w pierwszej części koncertu. To wszystko jednak kwestia gustu, smaku i wrażliwości artystycznej. Są bowiem tacy, którzy takiego Lamberta kupują w całości.

Queen + Adam Lambert to jednak przede wszystkim pierwszy człon tej nazwy, za który odpowiadają Brian May i Roger Taylor oraz w jakimś stopniu Spike Edney (stosunkowo słabo nagłośniony w Krakowie), koncertujący z Queen jeszcze za czasów Mercury’ego oraz Rodgersa. A ich muzyka cały czas jest potężna! Jakby czas stanął w miejscu. Zwłaszcza jeśli dodamy ich wokale, z pewnością „technicznie” i pod względem warunków słabsze od głosu Lamberta, ale takie, ze względu na barwy i emocje, podobają mi się bardziej niż śpiew towarzyszącego im głównego wokalisty. Słyszeliśmy ich (również pozostałą trójkę) także jako znakomite uzupełnienie Lamberta choćby w „One Vision” „Fat Bottomed Girls”, „Somebody to Love”, „I Want It All”, „Radio Ga Ga” czy „Tie Your Mother Down”. W końcu harmonie wokalne i chórki od zawsze były jednym ze znaków rozpoznawczych Queen. Świetnie dobrany jest repertuar, w którym wielkie hity przeplatają się z utworami mniej znanymi a przekrój piosenek prezentuje twórczość Queen z różnych etapów kariery zespołu.

May i Taylor od strony muzycznej prezentują się ciągle wyśmienicie, ale jeśli chodzi o kondycję na scenie, to zdecydowanie lepiej wypada ten pierwszy. Imponująco wyglądała także scenografia: scena w kształcie litery Q, wysuwany podest, podwyższenia po obu stronach, lasery, armatki dymne, reflektory, oprawa świetlna i wizualna, ekrany pokazujące zarówno zbliżenia muzyków (kolorowe i czarno-białe), jak i uzupełniające całość obrazy, zdjęcia czy animacje. Nie zabrakło nawet dyskotekowej kuli. Nie było za to nawiązań do nieobecnego w branży muzycznej od lat oryginalnego basisty Queen, Johna Deacona. Kiedyś także jego wizerunek przemycany był w prezentowanych zdjęciach i filmach. Teraz trudno go dostrzec, ale i Freddiego na nich jakby mniej… Może to przypadkowy, ale i czytelny znak, że Queen + Adam Lambert to w tym momencie projekt kompletny, działający już na korzyść własnej nazwy. Jeśli tak jest, to po występie, którego świadkiem byłem w Krakowie, uważam, że bardziej niż teraz gotowi na to nie będą już nigdy. Choć kiedy słucham oryginalnego Queen już po tym koncercie, to jeszcze pełniej niż przedtem doceniam muzyczny geniusz Mercury’ego.

z infomusic.pl

Magicy sceny na trasie 2014/15

Techniczni opowiadają o swojej pracy na trasie Queen+Adam LAmbert.

Queen+Adam Lambert na Rock in Rio

18 września w ramach świętowania 30lecia festiwalu Rock in Rio zagra Queen+Adam Lambert. Na dwu weekendowym festiwalu zagrają oprócz Q+AL również Katy Perry, System of a Down, Slipknot, A-Ha, Queens of the Stone Age, Faith No More, Hollywood Vampires, Metallica i John Legend.

Czy fani mają się spodziewać DVD z zapisem koncertu z 1985 roku??

Liverpool setlista Queen+Adam Lambert

One Vision
Stone Cold Crazy
Another One Bites the Dust
Fat Bottomed Girls
In the Lap of the Gods… Revisited
Seven Seas of Rhye
Killer Queen
I Want to Break Free
 Don’t Stop Me Now
Somebody to Love
You’ve Got to Hide Your Love Away
Love of My Life
’39
 These Are the Days of Our Lives
A Kind of Magic
Bass Solo
Drum Battle
Under Pressure
Save Me
Who Wants to Live Forever
Last Horizon
Guitar Solo
Tie Your Mother Down
I Want It All
Radio Ga Ga
Crazy Little Thing Called Love
Bohemian Rhapsody

Encore:
We Will Rock You
We Are the Champions
God Save the Queen

Rock in Rio ponownie?

Według plotek w ramach świętowania 30lecia imprezy Rock in Rio 18 września Queen+Adam Lambert mieliby zagrać w Ameryce Południowej. Sporo plotek donosi o trasie na jesieni na tym kontynencie.

Kraków setlista Queen+Adam Lambert

One Vision
Stone Cold Crazy
Another One Bites the Dust
Fat Bottomed Girls
In the Lap of the Gods… Revisited
Seven Seas of Rhye
Killer Queen
I Want to Break Free
Somebody to Love
Love of My Life
’39
A Kind of Magic
Bass Solo
Drum Battle
Under Pressure
Save Me
Who Wants to Live Forever
Last Horizon
Guitar Solo
Tie Your Mother Down
Dragon Attack
I Want It All
Radio Ga Ga
Crazy Little Thing Called Love
The Show Must Go On
Bohemian Rhapsody

Encore:
We Will Rock You
We Are the Champions
God Save the Queen

Queen+Adam Lambert Zurich setlista 19.02

19.02 Zurich

One Vision
Stone Cold Crazy
Another One Bites the Dust
Fat Bottomed Girls
In the Lap of the Gods… Revisited
Seven Seas of Rhye
Killer Queen
I Want to Break Free
Somebody to Love
Love of My Life
’39
These Are the Days of Our Lives
A Kind of Magic
Bass Solo
Drum Battle
Under Pressure
Save Me
Who Wants to Live Forever
Last Horizon
Guitar Solo
Tie Your Mother Down
Vocal Solo
I Want It All
Radio Ga Ga
Crazy Little Thing Called Love
Bohemian Rhapsody

Encore:
We Will Rock You
We Are the Champions
God Save the Queen

Queen+Adam Lambert setlista 17.02 Praga

One Vision
Stone Cold Crazy
Another One Bites the Dust
Fat Bottomed Girls
In the Lap of the Gods… Revisited
Seven Seas of Rhye
Killer Queen
I Want to Break Free
Somebody to Love
Love of My Life
’39
These Are the Days of Our Lives
A Kind of Magic
Bass Solo
Drum Battle
Under Pressure
Save Me
Who Wants to Live Forever
Last Horizon
Guitar Solo
Tie Your Mother Down
Vocal Solo
I Want It All
Radio Ga Ga
Crazy Little Thing Called Love
Bohemian Rhapsody

Encore:
We Will Rock You
We Are the Champions
God Save the Queen

Magazyn fanklubowy do pobrania

Magazyn polskiego fanklubu do pobrania dla wszystkich z okazji koncertu w Krakowie, plus wspominki z 2012  i stałe rubryki.

Do pobrania

Queen + Adam Lambert: Kocham Freddiego tak samo jak wy!

„Królowa jest tylko jedna!”, „profanacja”, „kalanie legendy” – grzmią ortodoksyjni fani Freddiego Mercury’ego. „Moim celem jest uczczenie wspaniałej muzyki Queen” – odpowiada im Adam Lambert, który obecnie towarzyszy muzykom Queen na scenie.

Przed zbliżającym się koncertem Queen + Adam Lambert w Krakowie (21 lutego w Arenie) postanowiliśmy przybliżyć sylwetkę amerykańskiego wokalisty i zastanawiamy się, czemu wśród fanów budzi on tak ogromne emocje.

24 listopada 1991 roku zmarł Freddie Mercury, pozostawiając miliony osób na całym świecie w żałobie.”Gdy Freddie zmarł, nie bardzo wiedzieliśmy, co mamy robić. Pomyśleliśmy, że powinniśmy dać sobie spokój. Zakończyć działalność Queen” – po latach mówił perkusista Roger Taylor.

Gitarzysta Brian May przez dobre kilka miesięcy nie potrafił się otrząsnąć po śmierci przyjaciela (pisano o depresji i myślach samobójczych). Wiosną 1992 roku May, Taylor, basista John Deacon i menedżer Queen Jim Beach założyli The Mercury Phoenix Trust i postanowili zorganizować specjalny koncert ku czci swojego wokalisty, a celem miało być zebranie funduszy na pomoc chorym AIDS.

Koncert z 20 kwietnia 1992 roku na stadionie Wembley w Londynie przeszedł do historii. Trwający ponad cztery godziny „Concert for Life” z udziałem takich gwiazd, jak m.in. Elton John, Liza Minelli (ulubiona wokalistka Freddiego), Robert Plant (Led Zeppelin), Roger Daltrey (The Who), George Michael, Metallica, David Bowie, Annie Lennox, Guns N’Roses, Tony Iommi (Black Sabbath), Extreme, Def Leppard, Seal, Paul Young, Zucchero, a także U2 za pośrednictwem satelity obejrzało 72 tysięcy ludzi na stadionie oraz ok. miliarda osób na całym świecie.

Po tym koncercie – nie licząc dwóch okazjonalnych występów w 1993 i 1997 r. – John Deacon wycofał się z muzycznego show-biznesu, coraz bardziej dystansując się od żyjących kolegów z Queen. „Freddiego się nie da zastąpić – a na pewno nie nim” – tak skomentował nagranie nowej wersji „We Are The Champions” z Robbiem Williamsem na potrzeby ścieżki dźwiękowej do filmu „Obłędny rycerz” (2001).

„Kiedy do Briana Maya i Rogera Taylora w końcu dotrze, że Queen po śmierci Farrokha Bulsary [prawdziwe imię i nazwisko Freddiego] nie ma racji bytu. Oni powinni byli w 1996 roku, po okresie promocyjnym albumu ‚Made in Heaven’, oficjalnie ogłosić że grupa Queen kończy działalność i nigdy więcej już nie zagrać pod tym szyldem” – to jeden z wielu komentarzy z burzliwych dyskusji pod naszymi tekstami o Freddiem i Queen.

Robbie Williams nie był jedynym wokalistą, który nagrywał i występował z Queen. Szczególnie dobrze komentowana była współpraca z Eltonem JohnemGeorge’em Michaelem, jednak były to incydenty.

Pod koniec 2004 roku ogłoszono, że Queen powraca ze znanym z m.in. Free (przebój „All Right Now”) i Bad Company Paulem Rodgersem w roli wokalisty. Zespół występował jako Queen + Paul Rodgers, a obie strony podkreślały, że Rodgers nie zastępuje Freddiego. Współpraca zaowocowała nawet płytą „The Cosmos Rocks” (2008), która została jednak zmiażdżona przez krytykę (m.in. 2/5 od „Rolling Stone” i ”The Guardian”, 2/10 od „Uncut”). Obdarzony mocnym głosem, doskonale sprawdzającym się w hard rocku i bluesie, nie do końca pasował do muzyki Queen. Choć rozstanie z wokalistą (maj 2009 r.) odbyło się w pokojowej atmosferze, to wydaje się, że wszyscy odetchnęli z ulgą.

Kilka dni później rozpoczął się nowy rozdział w historii zespołu – 20 maja 2009 roku podczas finału amerykańskiego „Idola” May i Taylor wystąpili z dwójką finalistów ósmej edycji tego programu: Krisem Allenem i Adamem Lambertem (na castingu śpiewał słynny przebój Queen „Bohemian Rhapsody”). Głosami widzów Allen został wybrany zwycięzcą (całkiem poważnie chodziły głosy, że Adamowi w wygranej mogło przeszkodzić ujawnienie jego homoseksualnej orientacji), ale to Lambert zrobił zdecydowanie większą karierę.

Jego debiutancki album „For Your Entertainment” (2009) w samych Stanach sprzedał się w nakładzie ponad 830 tys. egzemplarzy, dobrze ponad dwukrotnie lepiej niż płyta „Kris Allen”. Piosenki dla Lamberta na jego pierwsze wydawnictwo napisali m.in. Lady Gaga, Pink, Matt Bellamy (Muse), Linda Perry, Ryan Tedder (OneRepublic), Justin Hawkins (The Darkness) i Rivers Cuomo (Weezer).

„Jeden z najlepszych popowych debiutów w ostatniej historii” – docenił „The Huffington Post”. „On jest jak połączenie Marca Bolana [z T.Rex] z Davidem Bowie i dodatkiem Freddiego Mercury’ego oraz seksapilem Prince’a” – nie miał wątpliwości Simon Fuller, twórca telewizyjnego formatu „Pop Idol” i późniejszy menedżer Adama Lamberta.

Od czasu pierwszego spotkania w ”Idolu” muzycy Queen najwyraźniej nie spuszczali oka z młodego wokalisty, często doceniając jego solowe dokonania. W listopadzie 2011 roku Lambert z Queen dał świetnie przyjęty występ podczas gali MTV EMA w Belfaście („The Show Must Go On”, „We Will Rock You” i ”We Are The Champions”). To wówczas zaczęły pojawiać się pierwsze pogłoski, że współpraca z Amerykaninem może nabrać poważniejszego charakteru.

- Adam Lambert w naszym życiu tak naprawdę pojawił się prawie przez przypadek i wydaje mi się, że w życiu często tak bywa. My nie szukaliśmy wokalisty. Tak się zdarzyło, że się spotkaliśmy podczas „American Idol”, którego Adam był finalistą. Wówczas przyjrzeliśmy się sobie i pomyśleliśmy, że to mogłoby być interesujące. Ale potem z tym nic nie zrobiliśmy przez długi czas. Tak się złożyło, że Adam był dostępny, gdy występowaliśmy na gali MTV EMA w Belfaście. Wtedy stwierdziliśmy, że zobaczymy, co z tego wyjdzie. Wyszło to całkiem nieźle i myślę, że wtedy w naszych głowach pojawiła się myśl, żeby spróbować zrobić coś więcej – mówił Interii Brian May w połowie 2012 r., gdy już było wiadome, że dojdzie do występów Queen + Adam Lambert.

Jeden z pierwszych występów pod tym szyldem odbył się w lipcu 2012 r. na Stadionie Miejskim we Wrocławiu – był to zarazem pierwszy koncert Queen w Polsce. Jeszcze przed rozpoczęciem trasy Lambert wydał swój drugi album „Trespassing”, który zadebiutował na 1. miejscu amerykańskiej listy przebojów.

„Za każdym razem, kiedy pracowaliśmy z Adamem, okazywał się on niesamowitym frontmanem” – komplementował wielokrotnie Amerykanina Brian May. „Jest niesamowitym wokalistą i ma prawdziwy talent. Uważam, że pasuje on do naszego rodzaju pewnej teatralności” – dodawał Roger Taylor.

Wokalny talent (trzy oktawy) Adama Lamberta doceniali także inni wykonawcy i specjaliści od emisji głosu. Sam wśród swoich inspiracji wymieniał m.in. Madonnę i Michaela Jacksona („królowa i król”), Davida Bowiego, Roberta Planta (Led Zeppelin) i właśnie Freddiego Mercury’ego.

„Kocham go tak samo jak wy. Moim celem jest uczczenie wspaniałej muzyki Queen, chcę sprawić, abyście przypomnieli sobie, dlaczego ona jest u was na pierwszym miejscu” – wielokrotnie mówił Adam Lambert, kierując swe słowa szczególnie do tych najbardziej ortodoksyjnych fanów Queen.

- Reprezentuje nowe pokolenie, które potrafi przekraczać takie podziały. Jest bardzo żywiołowym artystą, obdarzonym nadzwyczajnymi zdolnościami. Może więc robić wszystko, co tylko chce. Wiem, że dorastał słuchając naszej muzyki, więc tak naprawdę, śpiewając nasze piosenki, nie musi za bardzo odchodzić od tego, co jest dla niego normalne – podkreślał Brian May w rozmowie z Interią.

Jednak nie wszyscy podzielają entuzjazm członka Queen.

- Jak dla mnie Adam Lambert jeszcze słabiej niż poprzednik, Paul Rodgers, wkomponował się w stary kolektyw. I nie chodzi tu nawet o porównywanie go do nieporównywalnego Freddiego, bo to dwa kompletnie odległe światy. Nie chodzi też o to, że starsi panowie z Queen powinni dzisiaj występować pod zupełnie inną nazwą, bo nowymi konfiguracjami zniechęcają tylko do siebie starych fanów (w takich chwilach jeszcze bardziej doceniam kolegów z Audioslave). Chodzi natomiast o tą jego nijakość, którą Adam razi na tle monumentalnych przecież melodii oraz przesadną teatralność jego wykonów. Być może z punktu widzenia Briana Maya i reszty był on ich najlepszym wyborem, ale poza chęcią ciągłego grania starego repertuaru i koncertowego zarobku, trudno mi racjonalnie wytłumaczyć obecność Lamberta przy ich boku – mówi nam muzyczny dziennikarz Tomek Doksa, współpracownik Interii.

Po sześciu europejskich koncertach w połowie 2012 r. Lambert zajął się swoimi solowymi projektami, a May z Taylorem przeszukiwali swoje archiwa na potrzeby nowego wydawnictwa Queen. Ostatecznie pod koniec 2014 r. ukazała się składanka „Queen Forever” z raptem trzema nieznanymi wcześniej utworami (duet Freddiego z Michaelem Jacksonem w ”There Must Be More to Life Than This”, „Let Me In Your Heart Again” – odrzut z sesji „The Works” i nowa wersja solowej piosenki Mercury’ego „Love Kills”).

W czerwcu 2014 r. Lambert znów połączył siły z muzykami Queen, rozpoczynając trasę obejmującą Amerykę Północną, Koreę Południową, Japonię, Australię i Nową Zelandię. Występy okazały się wielkim sukcesem, przynosząc dochód rzędu 37 mln dolarów. Nic więc dziwnego, że wkrótce ogłoszono, że trasa od połowy stycznia tego roku obejmie także Europę.

„Nikt nigdy nie będzie w stanie zastąpić Mercury’ego, to już wiemy. Ale nikt inny poza Lambertem nie wpasowałby się lepiej w jego rolę, dając takie spektakularne show jak on. Tylko May i Taylor musieli poświęcić dwie dekady, by go znaleźć” – pisał brytyjski „The Telegraph” po otwierającym tournee koncercie w Newcastle.

Oddajmy jeszcze raz głos naszym użytkownikom.

„Dzięki Lambertowi świetne utwory żyją nadal. I o to chodzi. A Freddie – niezastąpiony, co nie znaczy by wraz z nim umarło QUEEN i cudowne koncerty! Lambertowi szacun, że ma odwagę mierzyć się z legendą a fani mogą posłuchać supermuzyki na koncertach” – to jeden z komentarzy (pisownia oryginalna).

z interia.pl autor Michał Boroń

Queen+Adam Lambert 10.02 Mediolan setlista

One Vision
Stone Cold Crazy
Fat Bottomed Girls
In the Lap of the Gods… Revisited
Seven Seas of Rhye
Killer Queen
I Want to Break Free
Somebody to Love
Love of my life
’39
A Kind of Magic
These Are the Days of Our Lives
Bass solo
Drum duet
Under Pressure
Save Me
Who Wants to Live Forever
Guitar Solo
Tie Your mother down
I Want It All
Radio Ga Ga
Crazy Little Thing Called Love
Bohemian Rhapsody

Encore:
We Will Rock You
We Are the Champions
God Save The Queen

Teraz Rock o chorobie Adama

Koncert grupy Queen i Adama Lamberta, który miał się odbyć w Brukseli, został odwołany z powodu choroby wokalisty.

Roger Taylor i Brian May poinformowali na oficjalnej stronie grupy Queen, że zostali zmuszeni do odwołania koncertu w Brukseli. Powodem jest zapalenie oskrzeli Adama Lamberta, które uniemożliwia mu normalne funkcjonowanie na scenie. Zdaniem muzyków pozostała część trasy nie jest zagrożona.

W oświadczeniu możemy przeczytać:

Jesteśmy zszokowani i zawiedzeni, że musimy odwołać koncert w Brukseli z powodu zapalania oskrzeli, na które uskarża się Adam. Chcemy z tego miejsca przeprosić wszystkich, którzy zadali sobie trud, żeby dotrzeć na koncert. Doceniamy waszą niesamowitą lojalność. Koncertowanie zimą jest zawsze wielkim wyznawaniem dla ludzkiego głosu, ale uczynimy wszystko co w naszej mocy, żeby Adam wydobrzał na pozostałą część trasy koncertowej.

Wydaje się, że polscy fani nie muszą się niczego obawiać. Choroba wokalisty Queen nie jest poważna, a do koncertu w Polsce pozostało jeszcze jedenaście dni, dlatego wszystko powinno odbyć się zgodnie z planem.

z terazrock.pl

ODwołany koncert w Brukseli

Koncert w Brukseli został odwołany z powodu zapalenia oskrzeli Adama.

Queen+Adam Lambert Monachium setlista

One Vision
Stone Cold Crazy
Another One Bites the Dust
Fat Bottomed Girls
In the Lap of the Gods… Revisited
Seven Seas of Rhye
Killer Queen
I Want to Break Free
Somebody to Love
Love of My Life
’39
A Kind of Magic
Bass Solo
Drum Battle
Under Pressure
Save Me
Who Wants to Live Forever
Last Horizon
Guitar Solo
Tie Your Mother Down
Vocal Sing-along with Adam Lambert
I Want It All
Radio Ga Ga
Crazy Little Thing Called Love
Bohemian Rhapsody

Encore:
We Will Rock You
We Are the Champions
God Save the Queen


  • RSS
  • Facebook
  • YouTube
  • Last.fm