Queen w czołówce ulubionej fantastycznej supergrupy muzycznej

Czytelnicy gazety Mirror wybrali swoją super fantastyczną supergrupę muzyczną w czołówce znaleźli się muzycy Queen:

TOP 15 Wokaliści

  1. Adele
  2. Freddie Mercury
  3. David Bowie
  4. Amy Winehouse
  5. Michael Jackson
  6. Whitney Houston
  7. Bob Marley
  8. Elvis Presley
  9. Annie Lennox
  10. John Lennon
  11. Tina Turner
  12. Elton John
  13. Stevie Wonder
  14. Bruce Springsteen
  15. Aretha Franklin

TOP 15 Gitarzyści

  1. Brian May
  2. Eric Clapton
  3. Jimi Hendrix
  4. Carlos Santana
  5. Slash
  6. George Harrison
  7. David Gilmore
  8. Mark Knopfler
  9. Chuck Berry
  10. Kurt Cobain
  11. Jimmy Page
  12. Angus Young
  13. Keith Richards
  14. BB King
  15. The Edge

TOP 15 Bębniarze

  1. Phil Collins
  2. Roger Taylor
  3. Dave Grohl
  4. Keith Moon
  5. Ringo Starr
  6. Mick Fleetwood
  7. Chad Smith
  8. Charlie Watts
  9. John Bonham
  10. Ginger Baker
  11. Cozy Powell
  12. Nick Mason
  13. Alex Van Halen
  14. Travis Barker
  15. Matt Helders

TOP 15 Basiści

  1. Paul McCartney
  2. John Deacon
  3. Sting
  4. Flea
  5. Roger Waters
  6. Alex James
  7. John Entwistle
  8. John Paul Jones
  9. Duff McKagen
  10. Phil Lynott
  11. Bruce Foxton
  12. Lemmy
  13. Chris Wolstenholme
  14. John Taylor
  15. Mike Rutherford

[ANATOMIA ROCKA] Freddie Mercury

Freddie Mercury, który urodził się jako Farrokh Bulsara na wyspie Zanzibar, we wrześniu kończyłby 70 lat. Przez całe życie marzył o tym, aby cały świat słuchał jego muzyki. Dokonał tego stając się ikoną. Był mistrzem balansującym na granicy artyzmu i kiczu. W znacznym stopniu zmienił społeczne podejście do gejów i naszej seksualności.

Rafał Rutkowski:

Bardzo żałuje, że nie było mnie na koncercie nieupamiętniającym twórczość Freddiego. Wówczas na Wembley wystąpiły największe gwiazdy m.in. David Bowie, Elton John, Axl Rose i George Michael.


Paweł Małaszyński:

Nigdy nie było i nie będzie lepszego wokalisty niż Freddie Mercury!

Krzysztof Ibisz:

Nigdy nie byłem fanem zespołu Queen, ale kiedy posłuchasz głosu Freddiego nie możesz być obojętnym. Wielki artysta!


Anna Dereszowska:

Grupa Queen kojarzy mi się z wakacjami na mazurach. Miałam 12 lat i pierwszy raz usiadłam za kierownicą. Z głosików wydołowały się dźwięki ”We Are The Champions”,”I Want It All” czy „The Show Must Go On”. W sumie nie powinnam o tym mówić, ale usprawiedliwię się tym, że jeździłam polnymi dróżkami!

Michał Wiraszko:

Myślę, że był bardzo spolaryzowaną postacią. Cieszył się życiem zapraszając na szalone domówki. Z drugiej strony był głęboko nieszczęśliwy, wrażliwy i pogubiony (…) Jeżeli chodzi o dźwięki, harmonie, ekspresję i bycie na scenie osiągnął poziom dzieła sztuki.

Zacznie więcej komentarzy i barwnych anegdot dotyczących wokalisty Queen usłyszycie w najbliższy weekend 17 i 18 czerwca!

z http://rockradio.tuba.pl/

Brian o ataku w Manchesterze

Brian May, gitarzysta zespołu Queen wypowiedział się na temat ataku terrorystycznego w Manchesterze.

Podczas koncertu wokalistyki Ariany Grande doszło do tragicznego w skutkach ataku, który spowodował śmierć 22 osób.

Gdy koncert dobiegł końca, 22-letni mężczyzna, Salman Abedi, popełnił samobójstwo detonując bombę w pobliżu obiektu, wywołując tym samym panikę wśród zgromadzonych fanów.

W ostatnim wywiadzie dla NME, May został spytany o swoje stanowisko w tej sprawie:

Obudziłem się i zobaczyłem wiadomości o Manchesterze. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było umieszczenie posta na Twitterze o tym wydarzeniu, aby po prostu wyrazić swój żal i współczucie dla tych ludzi. Były tam matki, które zauważyły te wiadomości w internecie i nie wiedziały, czy ich dzieci przeżyły. To najgorsza rzecz jaka może się przytrafić. Dla mnie jest to wręcz niewyobrażalne, jak dużą nienawiść należy posiadać, aby zabijać dzieci.

Zdaniem May’a zwalczanie takich groźnych sytuacji nie powinno odbywać się w tak samo brutalny sposób, gdyż władze atakując terrorystów nie są w stanie osiągnąć zamierzonego skutku:

Obawiam się, że postrzegam wszystko jako przypadek. Poza tragedią przychodzi czas na zdobycie wiedzy i świadomości. Tony Blair i David Cameron nadal posiadają postawę, która pokazuje, że można zwalczyć przemoc poprzez przemoc. Nie wierzę w to. Wierzę jednak, że musimy zmieść to wszystko na bok i zacząć od nowa.

Gitarzysta w pełni sprzeciwia się nagłym reakcją zarówno władz, jak i obywateli, którzy reagują przemocą:

Jeśli myślimy, że naprawdę możemy zwalczyć taki typ gwałtownego zachowania będąc  gwałtownymi i rasistowskimi i reagując w taki sposób, jesteśmy zagrożeni najstraszniejszą tragedią na świecie, ponieważ przez takie zachowanie będzie się to nasilać.

May stara się walczyć o zakończenie cyklów przemocy traktując to tragiczne zdarzenie ze współczuciem dla wszystkich, którzy byli jego świadkami i w wyniku tego ucierpieli. Przyznaje zaś, że nie odczuwa współczucia w kierunku osoby, która dokonała bombardowania. Jednak zwraca uwagę na to, aby zaostrzyć bezpieczeństwo i unikać takich sytuacji nie będąc przy tym agresywnym w stosunku do potencjalnie zagrażających innym osób.

Queen wraz z Adamem Lambertem zagrają koncert w Manchester Arena 9 grudnia. May zaznacza, że nie mają zamiaru odwoływać tego wydarzenia.

Nie będziemy nic odwoływać, bo życie musi toczyć się dalej. To jest to czego oni od nas oczekiwali — aby nasze życie zostało zrujnowane. Chcieli powstrzymać nas przed tworzeniem muzyki, tańczeniem i byciem szczęśliwymi, a my musimy trzymać się tego, w co wierzymy. Więc nie, nie będziemy niczego odwoływać.

Formacja ma w planach trasę koncertową po Europie. 6 listopada pojawią się w łódzkiej Atlas Arenie.

z terazrock.pl

Brian May i The Sunday Times

Brian May ostro skrytykował magazyn „The Sunday Times” za przeprowadzony z nim wywiad.

Magazyn „The Sunday Times” w zeszłotygodniowym wydaniu opublikował specjalny dodatek poświęcony zespołowi Queen. Pretekstem była książka „Queen In 3-D”, która ma ukazać się 25 maja 2017 roku. Powstały artykuł okazał się jednak zupełnie inny niż spodziewał się tego gitarzysta Queen.

Queen w Polsce

Brian May na swojej stronie internetowej (pełny tekst jego oświadczenia możecie przeczytać pod tym adresem) napisał, że udostępnił magazynowi „The Sunday Times” na wyłączność wszystkie zdjęcia, które znajdą się w książce, a które w większości wcześniej nie były nigdzie publikowane. Tymczasem…

… wykorzystali tylko dwa z nich, z czego jedno zostało wydrukowane w wielkości niewiększej od znaczka pocztowego. Reszta artykułu zilustrowana została starymi, zwykłymi zdjęciami Bóg wie skąd. Artykuł zaczyna się słowami: „Tragedia, rozpusta… i karły”. Żaden z tych przewałkowanych tematów nie jest poruszany w książce, ani nie został poruszony w wywiadzie.

Brian May ma także zarzuty wobec dziennikarki Krissi Morison, która przeprowadziła z nim wywiad.

Ta kobieta przyszła do mojego domu, udając fankę, która zgodnie z umową miała napisać miły artykuł o książce. A napisała żałosne, sensacyjne brednie. Jestem wściekły i obrzydzony. Od dawna nie spotkałem się z tak prostackim dziennikarstwem i nie doświadczyłem takiego nadszarpnięcia zaufania. Proszę, zignorujcie te brednie. Książka nie ma z nimi nic wspólnego.

Brian May ponadto wspomina, że przez kilka miesięcy stosował się do umowy z gazetą, mimo że była dla niego niekorzystna, i nie udostępniał zdjęć z książki innym mediom.

Najgorsze, że ludzie zobaczą ten artykuł i pomyślą, że taki jest mój punkt widzenia, że o tym jest książka. Oczywiście, nic bardziej mylnego. Nie mogę uwierzyć, że mieli dostęp na wyłączność do wspaniałych zdjęć, które zapierają dech w piersiach, a do zilustrowania artykułu wybrali przypadkowe fotografie.

Swój wywód Brian May kończy słowami:

Oto wiadomość dla ciebie, Krissi Morison i twoich kumpli-szumowin. Mam nadzieję, że uważacie, że było warto. Bo ani ja, ani żaden inny, inteligentny czytelnik tej farsy nie poświęci wam już więcej czasu.

Queen In 3-D” to 256-stronicowa książka autorstwa Briana Maya zawierająca ponad 300 wcześniej niepublikowanych zdjęć z historii Queen. Do książki dołączony będzie stereoskop OWL, który został opatentowany przez Briana Maya, a który pozwoli oglądać zdjęcia w trzech wymiarach. Więcej o niej możecie dowiedzieć się pod tym adresem.

z terazrock.pl

Christopher Lambert: „Każdy aktor jest nieśmiertelny”

Co takiego jest w tym „Nieśmiertelnym”, że ludzie wciąż go oglądają?

Powód jest prosty: to bardzo romantyczny film, nie chodzi w nim tylko o akcję. Masz tu głównego bohatera, który żyje od 450 lat i musiał patrzeć na śmierć wszystkich, których kochał. Jak sobie z tym poradzić? Właśnie to mnie zainteresowało, kiedy po raz pierwszy przeczytałem scenariusz.

Akcja jest fajna, a jeśli do tego masz wspaniałą historię, film staje się czymś więcej. Minęło 30 lat i ludzie wciąż oglądają „Nieśmiertelnego”. Myślę, że jego wielkość bierze się też z tego, że opowiada o bolesnej stronie nieśmiertelności, o tym, że ceną za nią jest przeżywanie innych ludzi.

A sam czujesz się „Nieśmiertelny”? W końcu stałeś się legendą, będziesz żył razem z filmem.

Nie. Ale w pewnym sensie każdy aktor jest nieśmiertelny. Możesz oglądać filmy, które zostały nakręcone 100 lat temu. Widzieć na ekranie twarze ludzi, którzy już dawno nie żyją. To jest właśnie nieśmiertelna strona bycia aktorem.

Ile razy oglądałeś „Nieśmiertelnego”?

Ja? Tylko raz, żeby móc rozmawiać z prasą. Nie lubię oglądać siebie na ekranie. To jak słuchanie swojego nagranego głosu. Zawsze wydaje ci się, że słyszysz kogoś innego.

Pamiętasz, co myślałeś po seansie?

Że wizja Russella Mulcahy jest niezwykła. Nawet dzisiaj tylko kilku reżyserów ma to, co Russell miał wtedy: niesamowitą wizję. Dzięki niej ten film wciąż wyprzedza czas.

Ulubiona scena z filmu?

Lubię wszystkie te, które przeplatają lata 80. ze średniowieczem. Zawsze mi się podobały, zwłaszcza ta z akwarium.

A jak wyglądała praca nad teledyskiem do „Princes of the Universe”? Byłeś na scenie z Queen.

To było niezwykłe. Malutki, prywatny koncert dla ekipy, która składała się z 15 osób.

Plotka głosi, że nie umiałeś mówić po angielsku, kiedy dostałeś rolę Connora w „Nieśmiertelnym”.

Nieprawda. Nauczyłem się angielskiego przed „Greystoke”. Ale przed „Nieśmiertelnym” musiałem popracować nad moim szkockim akcentem, bo Connor jest Szkotem. A potem próbowałem znaleźć specjalny akcent dla tej postaci. W końcu żył przez setki lat, podróżował po całym świecie. Nie mógł być Amerykaninem, nie mógł być Francuzem. Mówi z akcentem środkowoatlantyckim.

Jest „z wielu różnych miejsc”.

Właśnie tak. Jak ja. Urodziłem się w USA, wychowałem w Szwajcarii, bywałem i w Londynie, i w Stanach Zjednoczonych, a żyję we Francji. Ja też stworzyłem swój własny akcent. I tak jak Connor nie umiem odpowiedzieć na pytanie: „skąd jesteś?”.

Sean Connery jest Szkotem. Pomagał ci w pracy nad akcentem?

Tak, kilka razy rzucił jakąś uwagę.

A jak było z „Nieśmiertelnym II”? To okropny sequel. Dlaczego zgodziłeś się w nim zagrać?

Bo podpisałem kontrakt na dwa filmy. Dostałem scenariusz, który nie miał nic wspólnego z pierwszą częścią. I musiałem w tym zagrać. W czasie promocji filmu, mówiłem ludziom: jeśli liczycie na sequel „Nieśmiertelnego”, nie oglądajcie tego filmu. Producenci pytali mnie wtedy, czy zwariowałem. Powiedziałem, że nie zamierzam okłamywać widzów. „Nieśmiertalny II” nie miał nic wspólnego z oryginałem. Trzecia część to już bardziej sequel „jedynki”.

Czułeś się w potrzasku jako aktor po „Nieśmiertelnym”?

Nie. Miałem szczęście, że mogłem grać w filmach. Czasami amerykańskich, czasami francuskich, czasami włoskich. „Nieśmiertelny” zapisał się w pamięci widzów pewnie bardziej niż inne moje filmy. Ale zrobiłem ich mnóstwo. W lutym skończyłem pracę nad moim nowym filmem z Julianne Moore, „Bel Canto”. Gram w nim francuskiego ambasadora.

co byś powiedział na remake „Nieśmiertelnego”?

Minęło tyle lat. Jeśli chcą zrobić dokładnie ten sam film, to nie jestem zainteresowany. „Nieśmiertelny” wciąż przyciąga ludzi. Jaki jest sens w robieniu go od nowa? Jeśli coś jest uwielbiane przez miliony ludzi na całym świecie, to nie ruszasz tego i już. Tak jak „Łowcy androidów”. Dla mnie to arcydzieło. Po co je ruszają?

Bo chcą znowu zarobić.

Nie dotknę znowu „Nieśmiertelnego”, chyba że to będzie niesamowity scenariusz. Zobacz, co zrobili z „Obcym”.

z http://cojestgrane24.wyborcza.pl

Urodziny płyty „The Miracle” zespołu Queen

28 lat temu, po blisko trzyletniej przerwie, zespół Queen wydał album „The Miracle”, który pokrył się pięciokrotną platyną!

Długa przerwa pomiędzy powstaniem płyt „A Kind of Magic” i „The Miracle” wywołała liczne plotki o możliwym rozpadzie zespołu Queen, jednak nic bardziej mylnego! W rzeczywistości był to wspaniały okres dla zespołu. Podjęto wtedy decyzję, aby wszystkie piosenki podpisywać wspólnie, co pozwalało uniknąć kłótni o pieniądze. O umieszczeniu utworu na albumie miała natomiast decydować jego klasa, a nie autorstwo.

Album „The Miracle” początkowo miał nazywać się „The Invisible Men”, ale jego tytuł zmieniono trzy tygodnie przed premierą. Krążek wydany przez wytwórnię Parlophone odniósł niezwykły sukces komercyjny - na całym świecie sprzedano aż 7 milionów egzemplarzy. Znalazły się na nim takie hity jak „Breakthru”, „I Want It All”, „The Miracle” i „The Invisible Man”. Niestety promocji płyty nie połączono z trasą koncertową w związku z bardzo złym stanem zdrowia Freddiego Mercury’ego, który chorował już wtedy na AIDS. W ramach rekompensaty, zespół promował swoją płytę wydając aż pięć singli i widowiskowe teledyski. Do innych pomysłowych zabiegów mających wzbudzić zainteresowanie płytą należy także jej oprawa graficzna. Na okładce zostały przedstawione twarze członków zespołu, zlane ze sobą za pomocą techniki cyfrowej. Inspiracją dla grafików był singiel grupy Iron Maiden pod tytułem The Clairvoyant.

Część nakładu ukazała się w formie boxu z CD wraz z krótką biografią zespołu, notatkami prasowymi i zdjęciem. Uruchomiono także specjalny numer telefoniczny, pod którym można było usłyszeć, jak gitarzysta Brian May opowiada o nowym albumie i gra kilka utworów. Wydano również kompaktowy maksisingel „The Miracle”, zawierający trzy utwory: „The Miracle”, „Stone Cold Crazy” i „My Melancholy Blues”. W listopadzie 1989 roku wytwórnia Baktabak wydała płytę kompaktową z nieautoryzowanym wywiadem z zespołem.

8 lipca 2009 roku wydawnictwo uzyskało status platynowej płyty w Polsce.

z http://rockradio.tuba.pl/

Queen zagra w całości album „News Of The World”?

Jesienią 2017 roku wystartuje trasa koncertowa Queen z Adamem Lambertem. Muzycy zapowiadają, że zagrają na niej coś wyjątkowego.

Queen 1 listopada 2017 roku wystartuje z europejską trasą koncertową, a już 6 listopada zagra w łódzkiej Atlas Arenie. Grupa zapewnia, że będzie to wyjątkowe tournee.

Queen w Polsce. Szczegóły koncertu

Gitarzysta Queen, Brian May, zapowiada:

Publika zna największe hity, więc musimy im je zapewnić, ale możemy zaskoczyć ją też czymś, czego się nie spodziewają. Tym razem tego będzie znacznie więcej.

Adam Lambert, który towarzyszy Queen w roli wokalisty od 2012 roku, w rozmowie dla „New Musical Express” uchylił rąbka tajemnicy, nad czym pracują muzycy.

Jeszcze nie mamy dogadanych szczegółów, ale prowadzimy wiele bardzo kreatywnych konwersacji. Pracujemy nad wyglądem sceny. Ten koncept wciąż ewoluuje. Mailowo dyskutujemy nad tym, jak zmienić setlistę i co zrobić inaczej.

Wielu fanów widziało nas więcej niż raz, ważne jest więc, żebyśmy się nie powtarzali, nawet jeśli dalej będziemy grali wielkie przeboje, z których znane jest Queen, chcemy nadać im inny kontekst albo inne efekty wizualne.

W tym roku mija 40. rocznica wydania albumu „News Of The World”, jednej z najsłynniejszych płyt Queen. Zapytany czy z tej okazji grupa wykona ten album w całości, Adam Lambert odpowiada:

Nie wiem, czy tak się stanie, ale była to jedna z naszych głównych inspiracji przy tworzeniu konceptu na tę trasę. Rozmawialiśmy o tym. To jeden z kluczowych pomysłów, jakie mamy. Z pewnością zagramy kilka piosenek z tej płyty, których wcześniej nie graliśmy.

Nawet wizualnie nawiązujemy do tego albumu. Rocznica płyty posłużyła nam za punkt odniesienia dla projektu sceny. Teraz może to brzmieć bez sensu, ale kiedy zobaczycie koncert, powiecie: „Aha, już wszystko rozumiem”.

Queen z Adamem Lambertem wystąpi w Polsce 6 listopada 2017 roku w łódzkiej Atlas Arenie. Ceny wejściówek wahają się od 266 złotych do 699 złotych.

z terazrock.pl

Powstanie specjalna edycja gry Monopoly z zespołem Queen!

Brian May potwierdził, że już w maju pojawi się oficjalna edycja gry planszowej Monopoly upamiętniająca działalność grupy Queen.

W nowej wersji zadaniem gracza nie będzie budowa własnego imperium nieruchomości, tylko rozwijanie kariery zespołu zaczynając od pierwszego koncertu w Imperial College London w roku 1970 aż po ostatni występ z Freddiem Mercurym w Knebworth Park w 1986 roku.

Zamiast domów i hoteli będziemy tu „kupować” miejsca koncertów i single z pierwszych miejsc list przebojów, w odniesieniu sukcesu pomogą nam (lub przeszkodzą) losowane karty. Po planszy możemy poruszać się jednym ze specjalnych „queenowych” pionków: robotem z okładki albumu „News of the World”, odkurzaczem Freddiego z teledysku „I Want to Break Free”, gitarą Briana Maya, młotkiem nawiązującym do utworu „Hammer to Fall”, staromodnym radiem z teledysku „Radio Ga Ga” lub rowerzystą z piosenki „Bicycle Race”.

Podobno Monopoly to najczęstsza przyczyna rozpadu przyjaźni, małżeństw i rodzin – a już od 5 maja będziemy mogli stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi w prawdziwie rockowym, królewskim stylu!

z rockradio.tuba.pl

Brian May z Queen popiera Bernatowicza!

Brian May popiera Piotra Bernatowicza. Brytyjskie towarzystwo fotograficzne przysłało do Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu mail z wyrazami pełnego poparcia w konkursie na dyrektora galerii. Szefem towarzystwa London Stereoscopic Company jest gitarzysta legendarnej grupy Queen. Poinformował o tym sam Bernatowicz w dzisiejszej rozmowie z Radiem Merkury.

- Towarzystwo Briana Maya przysłało wczoraj do nas list, w którym wyraża zaniepokojenie, że mogę nie zostać ponownie dyrektorem Galerii. To jest dla mnie bardzo cenny głos poparcia. Do tej pory zorganizowaliśmy już jedną wystawę wspólnie z londyńskim towarzystwem Maya i mamy nadzieję na dalszą współpracę – powiedział Bernatowicz.

Dotychczasowy dyrektor Galerii Miejskiej Arsenał stwierdził także, że prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak powinien uwzględnić rekomendację komisji konkursowej. Wskazała ona właśnie Bernatowicza na nowego szefa tej placówki. – To nie jest opinia komisji konkursowej tylko rekomendacja. Odbyło się głosowanie, komisja wybrała i jednoznacznie rekomendowała moją osobę. Jest to, jak rozumiem, ścieżka demokratyczna i procedura, którą Pan Prezydent Jacek Jaśkowiak wybrał, żeby wskazać kandydata na dyrektora na następną kadencję – zauważył gość Radia Merkury.

Kadencja Piotra Bernatowicza upływa pod koniec lutego. Nadal jednak nie wiadomo, kiedy  poznamy nowego szefa Galerii Miejskiej Arsenał.

Łukasz Kaźmierczak

z http://www.radiomerkury.pl/

Beznogi sobowtór Freddiego Mercury’ego i inne osobliwości. „Floryda” – świetny debiut Grzegorza Bogdała [RECENZJA]

W tych opowieściach spotkacie nawróconą prostytutkę, syna odrąbującego głowę matce oraz kobietę, która dzieli się z ptakiem celną obserwacją: „więcej jest takich ludzi, co ich wcale nie ma, niż takich, co są”.

Mieliście wujka, który zatruwał ględzeniem każde urodziny, a mimo to go lubiliście? Jeśli tak, to debiutancka „Floryda” Grzegorza Bogdała jest dla was. Pięć monologów ładnie genderowo rozdzielonych (trzy męskie, dwa kobiece), a w nich tak zwana proza życia podana monotonnie, ze znaczną liczbą nie zawsze potrzebnych szczegółów i obowiązkowo bez większego suspensu.

Bohaterowie nieszczególnie odnieśli życiowy sukces. W otwierającym tom „Ty mnie, ja ciebie” swe życie opowiada beznogi sobowtór Freddiego Mercury’ego. Jest „kopią, która przetrwała oryginał”, a po raz ostatni wystąpił w pierwszej edycji „Mam talent”.

Niestety „tumany nie zrozumiały, że patrząc na mnie, widzą takiego Freddiego, jakim by się stał, gdyby nie umarł”. Pojawiają się zabawne sytuacje. Gdy za komuny próbuje zdobyć kasety wideo z nagraniami idola, zostaje skontaktowany z człowiekiem, który może zdobyć wszystko. Spotykają się, człowiek pyta, co go interesuje: kobiety, mężczyźni, starcy, zwierzęta, trójkąty, gwałty? A bohater odpowiada, że Queen, najlepiej na koncercie w Budapeszcie.

W kolejnym opowiadaniu usłyszmy samotną kobietę rozmawiającą z ptakiem i mędrkującą nad życiem („więcej jest takich ludzi, co ich wcale nie ma, niż takich, co są”). Jej ojca wzięli na oddział ontologiczny i zmarł po tygodniu, co uprawnia ją do wydania sądu:

Ontologia to jest wykańczalnia ludzi

Ponadto pojawi się syn odrąbujący głowę matce, a w tle unoszą się zapach rosołu, prostytutka nawrócona na Jezusa Chrystusa i pisząca list do papieża oraz kamienicznik niemowa, który odzyskał głos.

Opowieści łączą się w literackich głębiach, np. po amputacji wzrost sobowtóra Freddiego wynosi 123 cm, czyli tyle, ile mierzy sobie karzeł z listu do Ojca Świętego. W opowiadaniach pojawia się oczywiście Floryda (w „Stiszowity” ukryta pod nazwą „Australia”). Może ona oznaczać dom spokojnej starości na Florydzie dla emerytowanych sobowtórów, imię jednej z zakonnic albo punkt docelowy morskiej podróży.

Floryda okazuje się na poły mityczną przestrzenią, ku której zmierzamy, a do której nie docieramy.

Grzegorz Bogdał, „Floryda”, Czarne, Wołowiec

Ocena: 4/5

z wyborcza.pl

Freddie Mercury: ćwierć wieku bez mistrza

Freddie Mercury był jednym z najbardziej niezwykłych artystów w całej historii muzyki rockowej i popowej, wyznaczał standardy i narzucał styl, a poprzeczkę ustawił tak wysoko, że do dziś mało kto jest w stanie do niej doskoczyć. Dziś mija 25 lat od jego śmierci.

Jeśli wobec wokalistów można użyć określenia „wizjoner”, to do tego artysty pasuje ono jak do żadnego innego. Był jednym z najbardziej utalentowanych twórców, którzy kiedykolwiek pojawili się ma scenie rockowej, popowej i w ich okolicach. Do mistrzowskiego poziomu opanował co najmniej trzy sprawy: umiejętność operowania własnym głosem na setki sposobów, talent do gry własnym wizerunkiem i kształtowania go w sposób nieustannie zwracający uwagę, a wreszcie – wiedzę o tym, jak postępować z mediami, żeby jadły z ręki i budowały popularność.

Freddie Mercury i Queen

Wokalista, który naprawdę nazywał  urodził się Farrokh Bulsara, urodził się w 1946 roku w stolicy Tanzanii, Zanzibarze. Dzieciństwo spędzał między rodzinnym domem i Indiami, dopiero jako osiemnastolatek trafił do Wielkiej Brytanii. Studiował grafikę i projektowanie, już podczas studiów grał w amatorskich zespołach. Właśnie wtedy poznał muzyków, z którymi potem występował w grupie Queen. Przez kilkanaście lat działalności zespół zdobył pozycję jednej z najoryginalniejszych i najważniejszych formacji świata, z powodzeniem balansującej między rockiem i popem. Do historii muzyki na zawsze weszło sporo albumów grupy i jej wielkich przebojów, takich jak m.in.: „We Are The Champions”, „Killer Queen”, „Somebody To Love” czy „Radio Ga-Ga”.
Bycie członkiem Queen pozwalało Mercury’emu na realizowanie wielu artystycznych ambicji i fantazji – wystarczy posłuchać niektórych kompozycji firmowanych przez zespół, żeby przekonać się, że dla jego członków nie istniały gatunkowe granice ani wykonawcze ograniczenia, a wokalista mógł z powodzeniem próbować swoich sił w najróżniejszych stylistykach, gatunkach i konwencjach.

Freddie Mercury i opera

Ale nawet ta różnorodność twórczości Queen nie wyczerpywała bynajmniej jego nieustającego dążenia do próbowania czegoś nowego i poszerzania granic tego, co mieści się w definicji szeroko rozumianej muzyki rozrywkowej – najlepszym przykładem są choćby projekty, w ramach których współpracował z wokalistkami operowymi. Najsłynniejszy przykład to jego występy u boku jednej z największych operowych div w historii, Montserrat Caballe.

The Show Must Go On

Pod koniec lat 80-tych artysta dowiedział się, że jest chory na AIDS, ale przez kilka lat skrzętnie ukrywał to przed światem. Oficjalnie poinformował o tym dopiero w przeddzień swej śmierci – zmarł 24 listopada 1991 roku, nagrywając wcześniej piosenkę o bardzo w tym kontekście wymownym tytule: „The Show Must Go On”.
Jeśli szukać dowodu na to, jak wielki miał talent, wystarczy podać ten niezwykle znamienny przykład: w 2015 roku na festiwalu Glastonbury artysta uznawany dziś za jedną z największych gwiazd sceny muzycznej, amerykański raper Kanye West, probówał zmierzyć się z jednym z największych osiągnięć z bogatego dorobku Mercury’ego, słynną piosenką, a właściwie prawdziwą etiudą wciśnięta z trudem w ramy kilkuminutowej kompozycji, „Bohemian Rhapsody”. Przepadł z kretesem. Nie udało mu się nawet zbliżyć do kunsztu i mistrzostwa, które kilka dekad temu zaprezentował  Mercury. Ćwierć wieku po śmierci mistrza, nadal na horyzoncie nie widać nikogo, kto mógłby iść z nim w zawody.

z cjg.pl


  • RSS
  • Facebook
  • YouTube
  • Last.fm