Powstanie specjalna edycja gry Monopoly z zespołem Queen!

Brian May potwierdził, że już w maju pojawi się oficjalna edycja gry planszowej Monopoly upamiętniająca działalność grupy Queen.

W nowej wersji zadaniem gracza nie będzie budowa własnego imperium nieruchomości, tylko rozwijanie kariery zespołu zaczynając od pierwszego koncertu w Imperial College London w roku 1970 aż po ostatni występ z Freddiem Mercurym w Knebworth Park w 1986 roku.

Zamiast domów i hoteli będziemy tu „kupować” miejsca koncertów i single z pierwszych miejsc list przebojów, w odniesieniu sukcesu pomogą nam (lub przeszkodzą) losowane karty. Po planszy możemy poruszać się jednym ze specjalnych „queenowych” pionków: robotem z okładki albumu „News of the World”, odkurzaczem Freddiego z teledysku „I Want to Break Free”, gitarą Briana Maya, młotkiem nawiązującym do utworu „Hammer to Fall”, staromodnym radiem z teledysku „Radio Ga Ga” lub rowerzystą z piosenki „Bicycle Race”.

Podobno Monopoly to najczęstsza przyczyna rozpadu przyjaźni, małżeństw i rodzin – a już od 5 maja będziemy mogli stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi w prawdziwie rockowym, królewskim stylu!

z rockradio.tuba.pl

Brian May z Queen popiera Bernatowicza!

Brian May popiera Piotra Bernatowicza. Brytyjskie towarzystwo fotograficzne przysłało do Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu mail z wyrazami pełnego poparcia w konkursie na dyrektora galerii. Szefem towarzystwa London Stereoscopic Company jest gitarzysta legendarnej grupy Queen. Poinformował o tym sam Bernatowicz w dzisiejszej rozmowie z Radiem Merkury.

- Towarzystwo Briana Maya przysłało wczoraj do nas list, w którym wyraża zaniepokojenie, że mogę nie zostać ponownie dyrektorem Galerii. To jest dla mnie bardzo cenny głos poparcia. Do tej pory zorganizowaliśmy już jedną wystawę wspólnie z londyńskim towarzystwem Maya i mamy nadzieję na dalszą współpracę – powiedział Bernatowicz.

Dotychczasowy dyrektor Galerii Miejskiej Arsenał stwierdził także, że prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak powinien uwzględnić rekomendację komisji konkursowej. Wskazała ona właśnie Bernatowicza na nowego szefa tej placówki. – To nie jest opinia komisji konkursowej tylko rekomendacja. Odbyło się głosowanie, komisja wybrała i jednoznacznie rekomendowała moją osobę. Jest to, jak rozumiem, ścieżka demokratyczna i procedura, którą Pan Prezydent Jacek Jaśkowiak wybrał, żeby wskazać kandydata na dyrektora na następną kadencję – zauważył gość Radia Merkury.

Kadencja Piotra Bernatowicza upływa pod koniec lutego. Nadal jednak nie wiadomo, kiedy  poznamy nowego szefa Galerii Miejskiej Arsenał.

Łukasz Kaźmierczak

z http://www.radiomerkury.pl/

Beznogi sobowtór Freddiego Mercury’ego i inne osobliwości. „Floryda” – świetny debiut Grzegorza Bogdała [RECENZJA]

W tych opowieściach spotkacie nawróconą prostytutkę, syna odrąbującego głowę matce oraz kobietę, która dzieli się z ptakiem celną obserwacją: „więcej jest takich ludzi, co ich wcale nie ma, niż takich, co są”.

Mieliście wujka, który zatruwał ględzeniem każde urodziny, a mimo to go lubiliście? Jeśli tak, to debiutancka „Floryda” Grzegorza Bogdała jest dla was. Pięć monologów ładnie genderowo rozdzielonych (trzy męskie, dwa kobiece), a w nich tak zwana proza życia podana monotonnie, ze znaczną liczbą nie zawsze potrzebnych szczegółów i obowiązkowo bez większego suspensu.

Bohaterowie nieszczególnie odnieśli życiowy sukces. W otwierającym tom „Ty mnie, ja ciebie” swe życie opowiada beznogi sobowtór Freddiego Mercury’ego. Jest „kopią, która przetrwała oryginał”, a po raz ostatni wystąpił w pierwszej edycji „Mam talent”.

Niestety „tumany nie zrozumiały, że patrząc na mnie, widzą takiego Freddiego, jakim by się stał, gdyby nie umarł”. Pojawiają się zabawne sytuacje. Gdy za komuny próbuje zdobyć kasety wideo z nagraniami idola, zostaje skontaktowany z człowiekiem, który może zdobyć wszystko. Spotykają się, człowiek pyta, co go interesuje: kobiety, mężczyźni, starcy, zwierzęta, trójkąty, gwałty? A bohater odpowiada, że Queen, najlepiej na koncercie w Budapeszcie.

W kolejnym opowiadaniu usłyszmy samotną kobietę rozmawiającą z ptakiem i mędrkującą nad życiem („więcej jest takich ludzi, co ich wcale nie ma, niż takich, co są”). Jej ojca wzięli na oddział ontologiczny i zmarł po tygodniu, co uprawnia ją do wydania sądu:

Ontologia to jest wykańczalnia ludzi

Ponadto pojawi się syn odrąbujący głowę matce, a w tle unoszą się zapach rosołu, prostytutka nawrócona na Jezusa Chrystusa i pisząca list do papieża oraz kamienicznik niemowa, który odzyskał głos.

Opowieści łączą się w literackich głębiach, np. po amputacji wzrost sobowtóra Freddiego wynosi 123 cm, czyli tyle, ile mierzy sobie karzeł z listu do Ojca Świętego. W opowiadaniach pojawia się oczywiście Floryda (w „Stiszowity” ukryta pod nazwą „Australia”). Może ona oznaczać dom spokojnej starości na Florydzie dla emerytowanych sobowtórów, imię jednej z zakonnic albo punkt docelowy morskiej podróży.

Floryda okazuje się na poły mityczną przestrzenią, ku której zmierzamy, a do której nie docieramy.

Grzegorz Bogdał, „Floryda”, Czarne, Wołowiec

Ocena: 4/5

z wyborcza.pl

Freddie Mercury: ćwierć wieku bez mistrza

Freddie Mercury był jednym z najbardziej niezwykłych artystów w całej historii muzyki rockowej i popowej, wyznaczał standardy i narzucał styl, a poprzeczkę ustawił tak wysoko, że do dziś mało kto jest w stanie do niej doskoczyć. Dziś mija 25 lat od jego śmierci.

Jeśli wobec wokalistów można użyć określenia „wizjoner”, to do tego artysty pasuje ono jak do żadnego innego. Był jednym z najbardziej utalentowanych twórców, którzy kiedykolwiek pojawili się ma scenie rockowej, popowej i w ich okolicach. Do mistrzowskiego poziomu opanował co najmniej trzy sprawy: umiejętność operowania własnym głosem na setki sposobów, talent do gry własnym wizerunkiem i kształtowania go w sposób nieustannie zwracający uwagę, a wreszcie – wiedzę o tym, jak postępować z mediami, żeby jadły z ręki i budowały popularność.

Freddie Mercury i Queen

Wokalista, który naprawdę nazywał  urodził się Farrokh Bulsara, urodził się w 1946 roku w stolicy Tanzanii, Zanzibarze. Dzieciństwo spędzał między rodzinnym domem i Indiami, dopiero jako osiemnastolatek trafił do Wielkiej Brytanii. Studiował grafikę i projektowanie, już podczas studiów grał w amatorskich zespołach. Właśnie wtedy poznał muzyków, z którymi potem występował w grupie Queen. Przez kilkanaście lat działalności zespół zdobył pozycję jednej z najoryginalniejszych i najważniejszych formacji świata, z powodzeniem balansującej między rockiem i popem. Do historii muzyki na zawsze weszło sporo albumów grupy i jej wielkich przebojów, takich jak m.in.: „We Are The Champions”, „Killer Queen”, „Somebody To Love” czy „Radio Ga-Ga”.
Bycie członkiem Queen pozwalało Mercury’emu na realizowanie wielu artystycznych ambicji i fantazji – wystarczy posłuchać niektórych kompozycji firmowanych przez zespół, żeby przekonać się, że dla jego członków nie istniały gatunkowe granice ani wykonawcze ograniczenia, a wokalista mógł z powodzeniem próbować swoich sił w najróżniejszych stylistykach, gatunkach i konwencjach.

Freddie Mercury i opera

Ale nawet ta różnorodność twórczości Queen nie wyczerpywała bynajmniej jego nieustającego dążenia do próbowania czegoś nowego i poszerzania granic tego, co mieści się w definicji szeroko rozumianej muzyki rozrywkowej – najlepszym przykładem są choćby projekty, w ramach których współpracował z wokalistkami operowymi. Najsłynniejszy przykład to jego występy u boku jednej z największych operowych div w historii, Montserrat Caballe.

The Show Must Go On

Pod koniec lat 80-tych artysta dowiedział się, że jest chory na AIDS, ale przez kilka lat skrzętnie ukrywał to przed światem. Oficjalnie poinformował o tym dopiero w przeddzień swej śmierci – zmarł 24 listopada 1991 roku, nagrywając wcześniej piosenkę o bardzo w tym kontekście wymownym tytule: „The Show Must Go On”.
Jeśli szukać dowodu na to, jak wielki miał talent, wystarczy podać ten niezwykle znamienny przykład: w 2015 roku na festiwalu Glastonbury artysta uznawany dziś za jedną z największych gwiazd sceny muzycznej, amerykański raper Kanye West, probówał zmierzyć się z jednym z największych osiągnięć z bogatego dorobku Mercury’ego, słynną piosenką, a właściwie prawdziwą etiudą wciśnięta z trudem w ramy kilkuminutowej kompozycji, „Bohemian Rhapsody”. Przepadł z kretesem. Nie udało mu się nawet zbliżyć do kunsztu i mistrzostwa, które kilka dekad temu zaprezentował  Mercury. Ćwierć wieku po śmierci mistrza, nadal na horyzoncie nie widać nikogo, kto mógłby iść z nim w zawody.

z cjg.pl


  • RSS
  • Facebook
  • YouTube
  • Last.fm