Wszystkie tajemnice Queen

Lektura biografii grupy pióra Marka Blake’a to królewska uczta. Autor ujawnia fakty, bawi anegdotami.

7 października 1977 roku brytyjski zespół Queen wydaje singiel, na którym znalazła się napisana przez Freddiego Mercury ballada rockowa „We Are the Champions”. W związku z przypadającą dziś rocznicą tego wydarzenia przypominamy tekst, który ukazał się w „Plusie Minusie” w 2015 roku. 

Zbierając materiały do wyjątkowo pikantnej książki „Królewska historia. Queen”, autor nie porozmawiał chyba tylko z Freddiem Mercurym. Nie miał jak. Nie zdążył. Pozostałych muzyków grupy i ich przyjaciół przemaglował: wycisnął z nich wszystkie historie i anegdoty. Nawet te dotyczące erotycznych upodobań Mercury’ego podczas koncertów, gdy na chwilę schodził ze sceny.

– Freddie był kimś ogromnie zabawnym – wspomina May. – Nieprzewidywalnym. I bardzo ciepłym. Troszczył się o nas. Chociaż dla innych nie miał aż tyle serca. Jeśli ktoś mu się naprzykrzał, po prostu wykreślał go z życia. Nie znosił, gdy ktoś zakłócał jego prywatność. Najbardziej lubił spędzać czas w zaciszu swojego domu. A gdy zmogła go choroba, właściwie się w nim zamknął.

Zaskakujące wyznanie, zwłaszcza że narracja Blake’a jest jak film z kadrami wielodniowych balang z szampanem za 30 tysięcy funtów, urodzin. Impreza w Nowym Orleanie kosztowała 200 tysięcy funtów. Tańczyły striptizerki przebrane za zakonnice. Karły z przylepionymi do głów tackami roznosiły kokainę.

Poznajemy kulisy sesji i awantur, które toczyły się nawet na temat wielkości skrzydeł motyla. Bo muzycy mieli różne temperamenty. Mercury lubił nagrywać szybko, co nie znaczy, że nie zależało mu na jakości i nie miał własnej wizji. May „rzeźbił” na gryfie do rana. Ale pomimo napięć kochali się. Bez podtekstów!

Queen to nazwa, która symbolizowała gejowską naturę wokalisty, ale stanowiła też hołd dla przebogatej historii angielskiego imperium. Ojciec Freddiego był pracownikiem brytyjskiego gubernatora na Zanzibarze i, tak jak jego żona, parsem, czyli wyznawcą zaratustrianizmu – tego od Zaratustry opiewanego przez Fryderyka Nietzschego. Imperium padało i Freddie został oddany do szkoły z internatem w Indiach. Po lekcjach uwielbiał grać w teatrze i zespole muzycznym. Już wtedy mówił do kolegów per „skarbie”. Po latach przyznał, że uważano go za „pretensjonalną ciotę”. Jego londyńscy znajomi wspominają, że chodząc na kurs projektowania mody, snobował się na akcent ucznia z prywatnej szkoły, ale musiał dorabiać jako tragarz na Heathrow, a nawet obnażał się przed starymi kobietami i mężczyznami za 5 funtów. Zaciskał zęby i mówił: „Mógłbym nawet głodować, byle tylko robić to, co chcę”. Chciał być gwiazdą pop.

May pochodził z klasy średniej, tytuł licencjacki odebrał z rąk Królowej Matki w Royal Albert Hall. Gdy pierwszy raz spotkał Freddiego, zobaczył człowieka „nieśmiałego, chowającego się za kreacją”. To był czas, kiedy bał się tematu homoseksualizmu, jednocześnie uważając, że łączy w sobie dwie płci. W Anglii nikogo to nie szokowało. David Bowie, którego Queen spotykali w studiu, nagrywając debiutancką płytę, występował przebrany za kobietę. Freddie wiedział, jak ważny jest wizerunek, dlatego wymógł na opiekunie z firmy EMI zaksięgowanie 5 tysięcy funtów na modne ciuszki. Przed pierwszym dużym koncertem wściekał się, gdy perkusista Roger Taylor włożył bluzkę, którą on chciał nosić. Uciekł. May krzyczał przez mikrofon: „Freddie, skarbie. Wracaj tu, stara cioto”.

Zanim Mercury zaczął występować w gronostajach i złotej koronie, czuł wielką tremę. Ze stresu wymiotował. Dopiero po latach zaczął gwiazdorzyć i domagał się, by fani w pierwszym rzędzie przed sceną nie byli brzydcy, tylko z castingów. Na scenie fascynował nie tylko wyglądem. Magazyn „Rolling Stone” napisał po premierze pierwszej płyty: „Queen to potwór”.

Dzięki barwnemu życiu Freddie potrafił pisać piosenki, które łączyły erudycyjną błyskotliwość z obyczajową sensacyjnością tabloidów. „Killer Queen” zainspirował ukochany film Freddiego „Kabaret”. W historii o prostytutce z wyższych sfer znalazło się miejsce na Marię Antoninę i szampan Moët & Chandon. Zasługą wokalisty było również, że wprowadzał do rocka brzmienia wodewilowe, swing.

Pierwszą wersję „Bohemian Rhapsody” Mercury napisał pięć lat przed nagraniem, projektując połączenie ballady i opery, włoskiej komedii ludowej Scaramucciego, portugalskiego tańca fandango, astronoma Galileusza i postaci z dzieł Mozarta i Rossiniego. „Wszystko było poopisywane ciągami liter, które wyglądały niczym autobusy namalowane na kartce papieru” – wspomina amatorski zapis nutowy Mercury’ego May. Kompozycja według asystenta wokalisty miała być zakamuflowaną historią jego coming outu. Muzycy musieli jeszcze stoczyć batalię, by wyjątkowo długa piosenka trafiła na singel i do radia. Byli nieustępliwi, choć ich arcydzieło nazywano „gów- nem”.

Dopiero od czwartej płyty, „A Night at the Opera”, licznik finansowy zaczął bić na korzyść grupy. Wcześniej muzycy, chociaż sprzedawali coraz więcej płyt i biletów na koncerty, w związku ze źle podpisanym kontraktem czuli się pariasami. May mieszkał w kawalerce i kąpał się w czynszowej piwnicy. Potem o karierze Queen mówiło prawdę już tylko „We Are the Champions”.

Wielu fanów miało im za złe, że zamienili rocka na „Radio Ga Ga”, ale przyciągnęło młodych słuchaczy. Dziś, kiedy zabrakło Freddiego, radio jest największym sprzymierzeńcem Queen. Tylko czy didżeje wiedzą, co znaczy tytułowe „Ga Ga”? Odpowiedź jest w książce, choć może lepiej jej nie znać, pracując na antenie.

A jeśli ktoś uważał Freddiego za ciotę, przeczyta, że walcząc z AIDS, nie mazał się i nie znosił litości. Nie życzył sobie, by wieść o jego rychłej śmierci przedostała się do mediów. Interesowały go wieści o dobrej sprzedaży płyt z powodu ich wyjątkowości, a nie litości dla umierającej gwiazdy.

z rp.pl

[ANATOMIA ROCKA] Freddie Mercury!

Freddie Mercury, a właściwie Farrokh Bulsara, urodził się 5 września 1946 roku w Stone Town w Zanzibarze. Jego ojcem był brytyjski urzędnik, Bomi Bulsara. Kiedy miał pięć lat, rozpoczął edukację w szkole prowadzonej przez brytyjskie zakonnice. Artysta od zawsze wykazywał niezwykłe uzdolnienie muzyczne. Dzięki swojej ciotce rozpoczął naukę gry na fortepianie. W szkole również udzielał się muzycznie. Śpiewał on w chórze oraz należał do kółka teatralnego. Freddie interesował się także sportem. Kiedy miał 10 lat, wygrał w szkolnym turnieju tenisa stołowego.

Młody Farrokh kontynuował naukę w szkole z internatem w Panchagani w Indiach. Placówka była znana głównie z rygoru i dyscypliny. Mercury, za jedną z bójek, został ukarany przymusowym scięciem swoich długich włosów.
W czasie nauki w Panchagani, dołączył do swojego pierwszego zespołu rock n’ rollowego – The Hectics. Do grupy należeli także Bruce Murray, Derrick Branche, Farang Irani i Victory Rana. Muzyk otrzymał również w szkole pseudonim „Freddie”.

W 1963 roku (rok po rozpadzie The Hectics) wrócił do Zanzibaru, skąd (rok później) był zmuszony uciec razem z rodziną do Anglii. W Zanzibarze trwała wtedy wojna domowa.

Chłopak, ucząc sie w brytyjskim technikum Isleworth School, udzielał się aktorsko. Zagrał w sztuce Arnolda Weskera „The Kitchen”. Później ukończył studia na Ealing College of Art na kierunku Grafika i Projektowanie. W czasie studiów poznał Rogera Taylora (przyszłego perkusistę Queen) oraz Briana Maya (późniejszego gitarzystę Queen). Obaj muzycy (Roger i Brian) grali wtenczas w zespole Smile. Freddie był zachwycony ich muzyką. Pod wpływem artystów, zaczął znowu grać na fortepianie oraz dołączył do zespołu Sour Milk, który jednak rozpadł się po dwóch miesiącach. Grupa Maya i Taylora również przeżywała kryzys. Spowodowany był odejściem jednego z członków – Tima Staffela.

Freddie postanowił dołączyć do Smile. Muzycy zmienili nazwę zespołu na (zaproponowaną przez Mercurego) „Queen”. Bulsara stworzył również logo grupy. Kiedy zaczął grać w Queen, artysta zmienił swoje nazwisko na Mercury. Chciał on od początku dbać o swój wizerunek, a nowe nazwisko wydawało mu się bardziej medialne. Stwierdził, że imię rzymskiego boga będzie bardziej pasować gwieździe rocka, którą planował zostać.

Pierwszy występ Queen odbył się w 1971 roku, a rok po nim grupa zaczęła pracować nad albumem. W końcu, w 1973 roku zespół zadebiutował singlem „Keep Yourself Alive” oraz albumem „Queen”. Muzycy pojechali też w swoją pierwszą trasę koncertową „Queen Tour”.

Kariera Queen ruszyła jednak dopiero po wydaniu singla „Bohemian Rhapsody” w 1975 roku, zapewniając kolejnym albumom zespołu miejsca na szczytach list przebojów na całym świecie.

Wokalista udzielał się także solowo. Wydał album pt. „Mr. Bad Guy”. Jednak krążek okazał się być klapą. Płyta ta była niezwykle ważna dla Mercurego. Wszystkie piosenki (w większości ballady) napisał sam, a płytę traktował bardzo osobiście. Nagrał również album z Montserrat Caballe, katalońską śpiewaczką operową. Oboje byli niezwykle dumni z krążka, który zatytułowali „Barcelona”.

Artysta, w czasie kariery, odkrył swoją biseksualność. Miewał liczne kontakty płciowe z mężczyznami, w wyniku czego zachorował na AIDS. Choroba prowadziła do osłabienia odporności, przez co Freddie zachorował na zapalenie płuc. Nie przetrwał. Zmarł 24 listopada 1991 roku w swoim domu Garden Lodge w Londynie. Miał 45 lat.

Brian May (o ostatniej sesji nagraniowej) dla „The Daily Telegraph” w 2011 roku:

Wtedy wszystko było już oczywiste. Jego dni były policzone, ale on chciał prowadzić nadal normalne życie i tworzyć. Powiedział: „Piszcie dla mnie i nagrywajmy. Dokończycie, kiedy mnie już nie będzie”. Potrafił wspaniale pogodzić się z losem. [...] Nie czuł się dobrze, ale jeśli było trzeba, pytał: „Potrzebujemy wokalu? Zaśpiewam”. Wypijał kilka kieliszków wódki, opierał się o biurko i śpiewał zachwycająco, z wielką pasją i siłą. Dopóki nie padł ze zmęczenia. Myślę o nim cały czas. Nie ma dnia, żebym o nim w jakiś sposób choć przez chwilę nie pomyślał.

W programie wypowiedzą się: Krzysztof Ibisz, Krzysztof Szewczyk, Wojciech Pijanowski, Barbara Kurdej- Szatan, Paweł Małaszyński, Michał Wiraszko oraz członkowie zespołu Sztywny Pal Azji!

Anatomia Rocka już 2 i 3 września. Startujemy w sobotę od 9.40!

http://rockradio.tuba.pl/

Ameryka zachwycona trasą Queen z Adamem Lambertem

„Freddie Mercury byłby dumny z tego, jak potrafili zabawić fanów!” – to tylko jeden z komentarzy prasowych po zakończonej już, amerykańskiej trasie Queen + Adam Lambert. Tamtejsze media zachwycały się niesamowitym widowiskiem i rozpisywały o nim w samych superlatywach. Brian May i spółka pojawią się także w Polsce gdzie wystąpią 6 listopada show w łódzkiej Atlas Arenie.

5 sierpnia zakończyła się amerykańska część trasy koncertowej Queen + Adam Lambert. Przebiegała w 40. rocznicę wydania albumu „News Of The World” i obejmowała łącznie 25 występów w różnych miejscach w USA i Kanadzie. Zagraniczne media rozpisywały się o tej trasie wiele razy, a zachwytom nie było końca.

Inauguracyjny koncert Queen + Adam Lambert odbył się 23 czerwca w Phoenix, w Arizonie w Gila River Arena dla prawie 13 tys. fanów. Ostatni występ natomiast dali w Houston, w stanie Texas w arenie Toyota Center. Amerykańskie media wielokrotnie komentowały przebieg trasy i poświęcały na koncertowe relacje swoje prasowe strony i czas antenowy. Każdy występ okazywał się niesamowitym widowiskiem i przedstawiany był w samych superlatywach:

„Koncert, o którym będą mówić przez wiele lat … po prostu nie do opisania”– donosił Digital Journal, portal internetowy Ameryki Północnej.

„To było wiele genialnych chwil” – to z kolei The Washington Times.

„Queen było niesamowicie energetyzujące przez całą noc…. Mercury byłby dumny z tego jak potrafili zabawić fanów!” – dziennikarz gazety The Plain Dealer z Cleveland wczuł się w rolę dawnego frontmana.

„Vancouver słyszał najlepszą muzykę Queen, jaką mógł zaoferować i wszyscy wyszliśmy stamtąd championami!” – kanadyjski Vancouver Observer.

Koncertowa setlista zawierała kilka nowości. Łącznie wykonywane były 24 utwory. Na niesamowitej scenie w kształcie słynnej gitary Red Special, robiącej ogromne wrażenie na fanach, pojawił się robot znany z okładki albumu „News of The World”. Nowością podczas amerykańskiej trasy koncertowej było wykonanie także solowych utworów Adama Lamberta z jego najnowszego albumu „Two Fux”. Internetowe serwisy tak komentowały koncert:

„Obejrzyj to show, nie ma niczego, co cię rozczaruje” – nowojorski NJ.com.

„To show było przepełnione hitami” – Philly.com z Filadelfii

„Ostatecznie hołd jest dla Freddiego, głównie w balladzie Love of my life, w której May wykonuje solową partię gitarą akustyczną. To powoduje, że łzy napływają do oczu” – EnidNews.com z portal obsługujący stan Oklahoma.

Gitarzysta, a czasami także wokalista Queen – Brian May – podczas trasy koncertowej po Ameryce Północnej obchodził swoje 70. urodziny. Ciekawostką jest fakt, że twórca wielu największych przebojów zespołu od początku kariery gra na gitarze skonstruowanej przez siebie ze zużytych części. Także Roger Tylor świętował swoje urodziny na jednym z koncertów.

Dzięki użyciu nowoczesnych technologii, na scenie pojawił się… sam Freddy Mercury. Wszyscy

zobaczyli wokalistę na telebimie, który zaśpiewał jedną ze zwrotek „Love Of My Life”. Był to niezwykle emocjonujący moment zarówno dla muzyków, jak i dla wielu fanów zespołu Queen. Ponadto również gitarzyści May i Taylor wspierali głosowo Lamberta podczas koncertu i dali popis wokalny w akustycznym „39” oraz balladach „ Who Wants To Live Forever” (w duecie z Lambertem) i wspomnianym już „Love Of My Life”. Oto kolejna garść zachwytów ze stron internetowych:

„Queen po raz kolejny zrobiło coś niezwykłego – wzięli utwory, które mają po 30. czy 40. lat i zagrali je w taki sposób, że brzmią tak współcześnie, jak nigdy! – donosiło rockowe radio B102.7;

„…Brian May, Roger Taylor i buzujący Adam Lambert zapewnili nas, że repertuar hymnów Queen nadal ma energię i potrafi porywać tłumy. Z jednej strony przypomnieli nam, ile [muzycznych] darów otrzymaliśmy od Freddiego Mercurego, ale z drugiej zostawili wspomnienie o Freddim Mercurym daleko z tyłu! – tak wyrażał się z kolei City Pages z Mineapolis.

Wokalista Adam Lambert zaskakiwał swoich fanów strojem, zmienianym kilkukrotnie podczas koncertu. Fani mogli zobaczyć go m. in. w błyszczącym, różowym garniturze i butach na wysokim obcasie, czarnych skórzanych spodniach i kamizelce, czerwonym skórzanym ubraniu, a także połyskującym czarnym garniturze. Podczas utworu „Bicycle Race” Lambert pojawił się na scenie na różowym rowerze z koszem wypełnionym kwiatami. Na scenie pojawiła się także trójwymiarowa konstrukcja, przypominająca głowę, wzorowaną na robocie z okładki z roku 1977 „News Of The World”, na której siedząc, wokalista zaśpiewał wyjątkowy utwór „Killer Queen”.

„…szacunek do przeszłości Queen’s wraz z magnetyzmem Lamberta, które ostatecznie sprawiły, że był to tak satysfakcjonujący wieczór dla prawdziwych fanów zespołu” – pisał dziennik USA Today.

„To był naprawdę niesamowity występ, a jeśli masz wystarczająco dużo szczęścia, by być niedaleko miasta w którym będą grać Queen z tą trasą koncertową, powinieneś koniecznie iść!” – zachęcał z kolei portal muzyczny Ultimate Classic Rock;

„To była prawdziwa rakieta! Każda minuta tego koncertu była wprost niesamowita! Jeśli tylko masz możliwość, aby wziąć udział w koncercie, nie może Cię tam zabraknąć!” – tak komentował fan i uczestnik koncertu.

Trasa po USA i Kanadzie przeszła już do historii. Ale już za trzy miesiące rozpocznie się kolejny tour Queen + Adam Lambert, tym razem po Europie. Podczas tegorocznego jesiennego tournée wystąpią w 26 krajach Europy. Polski koncert odbędzie się 6 listopada w łódzkiej hali Atlas Arena. Bilety na to wyjątkowe show można nabywać poprzez strony internetowe: www.bilety.imprezyprestige.com, eBilet.pl oraz w sieci salonów Empik w całym kraju. Wydarzenie organizuje agencja Prestige MJM.

z onet.pl

Adam Lambert odchodzi z Queen?

Wokalista musi stawić czoła krytyce dotyczącej jego obecności na scenie z zespołem Queen – „To nie jest prawdziwy Freddie Mercury”. Czy fani odciągną go od koncertowania?

Pierwotny frontman Queen, Freddie Mercury znany był ze swojej charyzmy, pełnego zaangażowania podczas koncertów i miłością do fanów. Autor takich tekstów jak „Bohemian Rhapsody”, „We Are The Champions” czy „Killer Queen” zmarł w wyniku powikłań wywołanych AIDS. Po osiemnastu latach od śmierci Mercurego zespół Queen wystąpił w programie muzycznym „American Idol” gdzie poznał Adama Lamberta.

Muzycy nawiązali współpracę w 2009 roku, kiedy spotkali się na nagraniach do programu ”American Idol”. Adam Lambert był wtedy uczestnikiem programu, w którym zajął 2 miejsce. Zespół zwrócił na niego uwagę, gdy w programie wykonywał utwór Led Zeppelin „Whole Lotta Love”. Koncertowali wspólnie dwa lata po emisji programu, jedynie okazjonalnie. Dopiero w 2014 ogłoszono trasę koncertową Queen + Adam Lambert Tour.

Adam Lambert coraz częściej słyszy negatywne opinie o swoich występach, jak sam mówi „głupkowaci fani” porównują go do dawnego wokalisty zespołu Queen, Freddiego Mercury. Mimo zaangażowania młodego wokalisty podczas trasy koncertowej, część fanów i tak uważa, że nie powinien próbować upodobniać się do Mercurego. Lambert podobnie jak Freddie jest charyzmatyczny na scenie i decyduje się na zmiany, często kontrowersyjnych strojów. Tym najbardziej zapisującym się w pamięć był różowy kombinezon.

„Najbardziej gejowski kombinezon jaki kiedykolwiek widzieliście”.

Pewność Lamberta nie pozwala mu na zrezygnowanie z występów z Queen. Pomimo negatywnych opinii Lambert wciąż koncertuje z zespołem. Na każdym występie wraz z oryginalnymi członkami zespołu zaskakuje fanów. Ostatnim była głowa robota wychodząca spod sceny. Podczas utworów takich jak „Bohemian Rhapsody” na ekranach wyświetlane są urywki z występów Freddiego Mercury, co dla fanów zespołu tworzyło przyjemny wieczór.

W tym roku znów będziemy mogli usłyszeć legendarne piosenki Queen na żywo. Koncert Queen + Adam Lambert w Polsce odbędzie się 6 listopada w łódzkiej Atlas Arenie. Spieszcie się z zakupem biletów, ponieważ Roger Taylor zapowiada, że ta trasa koncertowa będzie zupełnie inna niż poprzednie, spowodowane jest to lepszymi warunkami technicznymi. Czym może zaskoczyć nas zespół?

z tuba.fm

Queen w czołówce ulubionej fantastycznej supergrupy muzycznej

Czytelnicy gazety Mirror wybrali swoją super fantastyczną supergrupę muzyczną w czołówce znaleźli się muzycy Queen:

TOP 15 Wokaliści

  1. Adele
  2. Freddie Mercury
  3. David Bowie
  4. Amy Winehouse
  5. Michael Jackson
  6. Whitney Houston
  7. Bob Marley
  8. Elvis Presley
  9. Annie Lennox
  10. John Lennon
  11. Tina Turner
  12. Elton John
  13. Stevie Wonder
  14. Bruce Springsteen
  15. Aretha Franklin

TOP 15 Gitarzyści

  1. Brian May
  2. Eric Clapton
  3. Jimi Hendrix
  4. Carlos Santana
  5. Slash
  6. George Harrison
  7. David Gilmore
  8. Mark Knopfler
  9. Chuck Berry
  10. Kurt Cobain
  11. Jimmy Page
  12. Angus Young
  13. Keith Richards
  14. BB King
  15. The Edge

TOP 15 Bębniarze

  1. Phil Collins
  2. Roger Taylor
  3. Dave Grohl
  4. Keith Moon
  5. Ringo Starr
  6. Mick Fleetwood
  7. Chad Smith
  8. Charlie Watts
  9. John Bonham
  10. Ginger Baker
  11. Cozy Powell
  12. Nick Mason
  13. Alex Van Halen
  14. Travis Barker
  15. Matt Helders

TOP 15 Basiści

  1. Paul McCartney
  2. John Deacon
  3. Sting
  4. Flea
  5. Roger Waters
  6. Alex James
  7. John Entwistle
  8. John Paul Jones
  9. Duff McKagen
  10. Phil Lynott
  11. Bruce Foxton
  12. Lemmy
  13. Chris Wolstenholme
  14. John Taylor
  15. Mike Rutherford

[ANATOMIA ROCKA] Freddie Mercury

Freddie Mercury, który urodził się jako Farrokh Bulsara na wyspie Zanzibar, we wrześniu kończyłby 70 lat. Przez całe życie marzył o tym, aby cały świat słuchał jego muzyki. Dokonał tego stając się ikoną. Był mistrzem balansującym na granicy artyzmu i kiczu. W znacznym stopniu zmienił społeczne podejście do gejów i naszej seksualności.

Rafał Rutkowski:

Bardzo żałuje, że nie było mnie na koncercie nieupamiętniającym twórczość Freddiego. Wówczas na Wembley wystąpiły największe gwiazdy m.in. David Bowie, Elton John, Axl Rose i George Michael.


Paweł Małaszyński:

Nigdy nie było i nie będzie lepszego wokalisty niż Freddie Mercury!

Krzysztof Ibisz:

Nigdy nie byłem fanem zespołu Queen, ale kiedy posłuchasz głosu Freddiego nie możesz być obojętnym. Wielki artysta!


Anna Dereszowska:

Grupa Queen kojarzy mi się z wakacjami na mazurach. Miałam 12 lat i pierwszy raz usiadłam za kierownicą. Z głosików wydołowały się dźwięki ”We Are The Champions”,”I Want It All” czy „The Show Must Go On”. W sumie nie powinnam o tym mówić, ale usprawiedliwię się tym, że jeździłam polnymi dróżkami!

Michał Wiraszko:

Myślę, że był bardzo spolaryzowaną postacią. Cieszył się życiem zapraszając na szalone domówki. Z drugiej strony był głęboko nieszczęśliwy, wrażliwy i pogubiony (…) Jeżeli chodzi o dźwięki, harmonie, ekspresję i bycie na scenie osiągnął poziom dzieła sztuki.

Zacznie więcej komentarzy i barwnych anegdot dotyczących wokalisty Queen usłyszycie w najbliższy weekend 17 i 18 czerwca!

z http://rockradio.tuba.pl/

Brian o ataku w Manchesterze

Brian May, gitarzysta zespołu Queen wypowiedział się na temat ataku terrorystycznego w Manchesterze.

Podczas koncertu wokalistyki Ariany Grande doszło do tragicznego w skutkach ataku, który spowodował śmierć 22 osób.

Gdy koncert dobiegł końca, 22-letni mężczyzna, Salman Abedi, popełnił samobójstwo detonując bombę w pobliżu obiektu, wywołując tym samym panikę wśród zgromadzonych fanów.

W ostatnim wywiadzie dla NME, May został spytany o swoje stanowisko w tej sprawie:

Obudziłem się i zobaczyłem wiadomości o Manchesterze. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było umieszczenie posta na Twitterze o tym wydarzeniu, aby po prostu wyrazić swój żal i współczucie dla tych ludzi. Były tam matki, które zauważyły te wiadomości w internecie i nie wiedziały, czy ich dzieci przeżyły. To najgorsza rzecz jaka może się przytrafić. Dla mnie jest to wręcz niewyobrażalne, jak dużą nienawiść należy posiadać, aby zabijać dzieci.

Zdaniem May’a zwalczanie takich groźnych sytuacji nie powinno odbywać się w tak samo brutalny sposób, gdyż władze atakując terrorystów nie są w stanie osiągnąć zamierzonego skutku:

Obawiam się, że postrzegam wszystko jako przypadek. Poza tragedią przychodzi czas na zdobycie wiedzy i świadomości. Tony Blair i David Cameron nadal posiadają postawę, która pokazuje, że można zwalczyć przemoc poprzez przemoc. Nie wierzę w to. Wierzę jednak, że musimy zmieść to wszystko na bok i zacząć od nowa.

Gitarzysta w pełni sprzeciwia się nagłym reakcją zarówno władz, jak i obywateli, którzy reagują przemocą:

Jeśli myślimy, że naprawdę możemy zwalczyć taki typ gwałtownego zachowania będąc  gwałtownymi i rasistowskimi i reagując w taki sposób, jesteśmy zagrożeni najstraszniejszą tragedią na świecie, ponieważ przez takie zachowanie będzie się to nasilać.

May stara się walczyć o zakończenie cyklów przemocy traktując to tragiczne zdarzenie ze współczuciem dla wszystkich, którzy byli jego świadkami i w wyniku tego ucierpieli. Przyznaje zaś, że nie odczuwa współczucia w kierunku osoby, która dokonała bombardowania. Jednak zwraca uwagę na to, aby zaostrzyć bezpieczeństwo i unikać takich sytuacji nie będąc przy tym agresywnym w stosunku do potencjalnie zagrażających innym osób.

Queen wraz z Adamem Lambertem zagrają koncert w Manchester Arena 9 grudnia. May zaznacza, że nie mają zamiaru odwoływać tego wydarzenia.

Nie będziemy nic odwoływać, bo życie musi toczyć się dalej. To jest to czego oni od nas oczekiwali — aby nasze życie zostało zrujnowane. Chcieli powstrzymać nas przed tworzeniem muzyki, tańczeniem i byciem szczęśliwymi, a my musimy trzymać się tego, w co wierzymy. Więc nie, nie będziemy niczego odwoływać.

Formacja ma w planach trasę koncertową po Europie. 6 listopada pojawią się w łódzkiej Atlas Arenie.

z terazrock.pl

Brian May i The Sunday Times

Brian May ostro skrytykował magazyn „The Sunday Times” za przeprowadzony z nim wywiad.

Magazyn „The Sunday Times” w zeszłotygodniowym wydaniu opublikował specjalny dodatek poświęcony zespołowi Queen. Pretekstem była książka „Queen In 3-D”, która ma ukazać się 25 maja 2017 roku. Powstały artykuł okazał się jednak zupełnie inny niż spodziewał się tego gitarzysta Queen.

Queen w Polsce

Brian May na swojej stronie internetowej (pełny tekst jego oświadczenia możecie przeczytać pod tym adresem) napisał, że udostępnił magazynowi „The Sunday Times” na wyłączność wszystkie zdjęcia, które znajdą się w książce, a które w większości wcześniej nie były nigdzie publikowane. Tymczasem…

… wykorzystali tylko dwa z nich, z czego jedno zostało wydrukowane w wielkości niewiększej od znaczka pocztowego. Reszta artykułu zilustrowana została starymi, zwykłymi zdjęciami Bóg wie skąd. Artykuł zaczyna się słowami: „Tragedia, rozpusta… i karły”. Żaden z tych przewałkowanych tematów nie jest poruszany w książce, ani nie został poruszony w wywiadzie.

Brian May ma także zarzuty wobec dziennikarki Krissi Morison, która przeprowadziła z nim wywiad.

Ta kobieta przyszła do mojego domu, udając fankę, która zgodnie z umową miała napisać miły artykuł o książce. A napisała żałosne, sensacyjne brednie. Jestem wściekły i obrzydzony. Od dawna nie spotkałem się z tak prostackim dziennikarstwem i nie doświadczyłem takiego nadszarpnięcia zaufania. Proszę, zignorujcie te brednie. Książka nie ma z nimi nic wspólnego.

Brian May ponadto wspomina, że przez kilka miesięcy stosował się do umowy z gazetą, mimo że była dla niego niekorzystna, i nie udostępniał zdjęć z książki innym mediom.

Najgorsze, że ludzie zobaczą ten artykuł i pomyślą, że taki jest mój punkt widzenia, że o tym jest książka. Oczywiście, nic bardziej mylnego. Nie mogę uwierzyć, że mieli dostęp na wyłączność do wspaniałych zdjęć, które zapierają dech w piersiach, a do zilustrowania artykułu wybrali przypadkowe fotografie.

Swój wywód Brian May kończy słowami:

Oto wiadomość dla ciebie, Krissi Morison i twoich kumpli-szumowin. Mam nadzieję, że uważacie, że było warto. Bo ani ja, ani żaden inny, inteligentny czytelnik tej farsy nie poświęci wam już więcej czasu.

Queen In 3-D” to 256-stronicowa książka autorstwa Briana Maya zawierająca ponad 300 wcześniej niepublikowanych zdjęć z historii Queen. Do książki dołączony będzie stereoskop OWL, który został opatentowany przez Briana Maya, a który pozwoli oglądać zdjęcia w trzech wymiarach. Więcej o niej możecie dowiedzieć się pod tym adresem.

z terazrock.pl

Christopher Lambert: „Każdy aktor jest nieśmiertelny”

Co takiego jest w tym „Nieśmiertelnym”, że ludzie wciąż go oglądają?

Powód jest prosty: to bardzo romantyczny film, nie chodzi w nim tylko o akcję. Masz tu głównego bohatera, który żyje od 450 lat i musiał patrzeć na śmierć wszystkich, których kochał. Jak sobie z tym poradzić? Właśnie to mnie zainteresowało, kiedy po raz pierwszy przeczytałem scenariusz.

Akcja jest fajna, a jeśli do tego masz wspaniałą historię, film staje się czymś więcej. Minęło 30 lat i ludzie wciąż oglądają „Nieśmiertelnego”. Myślę, że jego wielkość bierze się też z tego, że opowiada o bolesnej stronie nieśmiertelności, o tym, że ceną za nią jest przeżywanie innych ludzi.

A sam czujesz się „Nieśmiertelny”? W końcu stałeś się legendą, będziesz żył razem z filmem.

Nie. Ale w pewnym sensie każdy aktor jest nieśmiertelny. Możesz oglądać filmy, które zostały nakręcone 100 lat temu. Widzieć na ekranie twarze ludzi, którzy już dawno nie żyją. To jest właśnie nieśmiertelna strona bycia aktorem.

Ile razy oglądałeś „Nieśmiertelnego”?

Ja? Tylko raz, żeby móc rozmawiać z prasą. Nie lubię oglądać siebie na ekranie. To jak słuchanie swojego nagranego głosu. Zawsze wydaje ci się, że słyszysz kogoś innego.

Pamiętasz, co myślałeś po seansie?

Że wizja Russella Mulcahy jest niezwykła. Nawet dzisiaj tylko kilku reżyserów ma to, co Russell miał wtedy: niesamowitą wizję. Dzięki niej ten film wciąż wyprzedza czas.

Ulubiona scena z filmu?

Lubię wszystkie te, które przeplatają lata 80. ze średniowieczem. Zawsze mi się podobały, zwłaszcza ta z akwarium.

A jak wyglądała praca nad teledyskiem do „Princes of the Universe”? Byłeś na scenie z Queen.

To było niezwykłe. Malutki, prywatny koncert dla ekipy, która składała się z 15 osób.

Plotka głosi, że nie umiałeś mówić po angielsku, kiedy dostałeś rolę Connora w „Nieśmiertelnym”.

Nieprawda. Nauczyłem się angielskiego przed „Greystoke”. Ale przed „Nieśmiertelnym” musiałem popracować nad moim szkockim akcentem, bo Connor jest Szkotem. A potem próbowałem znaleźć specjalny akcent dla tej postaci. W końcu żył przez setki lat, podróżował po całym świecie. Nie mógł być Amerykaninem, nie mógł być Francuzem. Mówi z akcentem środkowoatlantyckim.

Jest „z wielu różnych miejsc”.

Właśnie tak. Jak ja. Urodziłem się w USA, wychowałem w Szwajcarii, bywałem i w Londynie, i w Stanach Zjednoczonych, a żyję we Francji. Ja też stworzyłem swój własny akcent. I tak jak Connor nie umiem odpowiedzieć na pytanie: „skąd jesteś?”.

Sean Connery jest Szkotem. Pomagał ci w pracy nad akcentem?

Tak, kilka razy rzucił jakąś uwagę.

A jak było z „Nieśmiertelnym II”? To okropny sequel. Dlaczego zgodziłeś się w nim zagrać?

Bo podpisałem kontrakt na dwa filmy. Dostałem scenariusz, który nie miał nic wspólnego z pierwszą częścią. I musiałem w tym zagrać. W czasie promocji filmu, mówiłem ludziom: jeśli liczycie na sequel „Nieśmiertelnego”, nie oglądajcie tego filmu. Producenci pytali mnie wtedy, czy zwariowałem. Powiedziałem, że nie zamierzam okłamywać widzów. „Nieśmiertalny II” nie miał nic wspólnego z oryginałem. Trzecia część to już bardziej sequel „jedynki”.

Czułeś się w potrzasku jako aktor po „Nieśmiertelnym”?

Nie. Miałem szczęście, że mogłem grać w filmach. Czasami amerykańskich, czasami francuskich, czasami włoskich. „Nieśmiertelny” zapisał się w pamięci widzów pewnie bardziej niż inne moje filmy. Ale zrobiłem ich mnóstwo. W lutym skończyłem pracę nad moim nowym filmem z Julianne Moore, „Bel Canto”. Gram w nim francuskiego ambasadora.

co byś powiedział na remake „Nieśmiertelnego”?

Minęło tyle lat. Jeśli chcą zrobić dokładnie ten sam film, to nie jestem zainteresowany. „Nieśmiertelny” wciąż przyciąga ludzi. Jaki jest sens w robieniu go od nowa? Jeśli coś jest uwielbiane przez miliony ludzi na całym świecie, to nie ruszasz tego i już. Tak jak „Łowcy androidów”. Dla mnie to arcydzieło. Po co je ruszają?

Bo chcą znowu zarobić.

Nie dotknę znowu „Nieśmiertelnego”, chyba że to będzie niesamowity scenariusz. Zobacz, co zrobili z „Obcym”.

z http://cojestgrane24.wyborcza.pl

Urodziny płyty „The Miracle” zespołu Queen

28 lat temu, po blisko trzyletniej przerwie, zespół Queen wydał album „The Miracle”, który pokrył się pięciokrotną platyną!

Długa przerwa pomiędzy powstaniem płyt „A Kind of Magic” i „The Miracle” wywołała liczne plotki o możliwym rozpadzie zespołu Queen, jednak nic bardziej mylnego! W rzeczywistości był to wspaniały okres dla zespołu. Podjęto wtedy decyzję, aby wszystkie piosenki podpisywać wspólnie, co pozwalało uniknąć kłótni o pieniądze. O umieszczeniu utworu na albumie miała natomiast decydować jego klasa, a nie autorstwo.

Album „The Miracle” początkowo miał nazywać się „The Invisible Men”, ale jego tytuł zmieniono trzy tygodnie przed premierą. Krążek wydany przez wytwórnię Parlophone odniósł niezwykły sukces komercyjny - na całym świecie sprzedano aż 7 milionów egzemplarzy. Znalazły się na nim takie hity jak „Breakthru”, „I Want It All”, „The Miracle” i „The Invisible Man”. Niestety promocji płyty nie połączono z trasą koncertową w związku z bardzo złym stanem zdrowia Freddiego Mercury’ego, który chorował już wtedy na AIDS. W ramach rekompensaty, zespół promował swoją płytę wydając aż pięć singli i widowiskowe teledyski. Do innych pomysłowych zabiegów mających wzbudzić zainteresowanie płytą należy także jej oprawa graficzna. Na okładce zostały przedstawione twarze członków zespołu, zlane ze sobą za pomocą techniki cyfrowej. Inspiracją dla grafików był singiel grupy Iron Maiden pod tytułem The Clairvoyant.

Część nakładu ukazała się w formie boxu z CD wraz z krótką biografią zespołu, notatkami prasowymi i zdjęciem. Uruchomiono także specjalny numer telefoniczny, pod którym można było usłyszeć, jak gitarzysta Brian May opowiada o nowym albumie i gra kilka utworów. Wydano również kompaktowy maksisingel „The Miracle”, zawierający trzy utwory: „The Miracle”, „Stone Cold Crazy” i „My Melancholy Blues”. W listopadzie 1989 roku wytwórnia Baktabak wydała płytę kompaktową z nieautoryzowanym wywiadem z zespołem.

8 lipca 2009 roku wydawnictwo uzyskało status platynowej płyty w Polsce.

z http://rockradio.tuba.pl/

Queen zagra w całości album „News Of The World”?

Jesienią 2017 roku wystartuje trasa koncertowa Queen z Adamem Lambertem. Muzycy zapowiadają, że zagrają na niej coś wyjątkowego.

Queen 1 listopada 2017 roku wystartuje z europejską trasą koncertową, a już 6 listopada zagra w łódzkiej Atlas Arenie. Grupa zapewnia, że będzie to wyjątkowe tournee.

Queen w Polsce. Szczegóły koncertu

Gitarzysta Queen, Brian May, zapowiada:

Publika zna największe hity, więc musimy im je zapewnić, ale możemy zaskoczyć ją też czymś, czego się nie spodziewają. Tym razem tego będzie znacznie więcej.

Adam Lambert, który towarzyszy Queen w roli wokalisty od 2012 roku, w rozmowie dla „New Musical Express” uchylił rąbka tajemnicy, nad czym pracują muzycy.

Jeszcze nie mamy dogadanych szczegółów, ale prowadzimy wiele bardzo kreatywnych konwersacji. Pracujemy nad wyglądem sceny. Ten koncept wciąż ewoluuje. Mailowo dyskutujemy nad tym, jak zmienić setlistę i co zrobić inaczej.

Wielu fanów widziało nas więcej niż raz, ważne jest więc, żebyśmy się nie powtarzali, nawet jeśli dalej będziemy grali wielkie przeboje, z których znane jest Queen, chcemy nadać im inny kontekst albo inne efekty wizualne.

W tym roku mija 40. rocznica wydania albumu „News Of The World”, jednej z najsłynniejszych płyt Queen. Zapytany czy z tej okazji grupa wykona ten album w całości, Adam Lambert odpowiada:

Nie wiem, czy tak się stanie, ale była to jedna z naszych głównych inspiracji przy tworzeniu konceptu na tę trasę. Rozmawialiśmy o tym. To jeden z kluczowych pomysłów, jakie mamy. Z pewnością zagramy kilka piosenek z tej płyty, których wcześniej nie graliśmy.

Nawet wizualnie nawiązujemy do tego albumu. Rocznica płyty posłużyła nam za punkt odniesienia dla projektu sceny. Teraz może to brzmieć bez sensu, ale kiedy zobaczycie koncert, powiecie: „Aha, już wszystko rozumiem”.

Queen z Adamem Lambertem wystąpi w Polsce 6 listopada 2017 roku w łódzkiej Atlas Arenie. Ceny wejściówek wahają się od 266 złotych do 699 złotych.

z terazrock.pl

Powstanie specjalna edycja gry Monopoly z zespołem Queen!

Brian May potwierdził, że już w maju pojawi się oficjalna edycja gry planszowej Monopoly upamiętniająca działalność grupy Queen.

W nowej wersji zadaniem gracza nie będzie budowa własnego imperium nieruchomości, tylko rozwijanie kariery zespołu zaczynając od pierwszego koncertu w Imperial College London w roku 1970 aż po ostatni występ z Freddiem Mercurym w Knebworth Park w 1986 roku.

Zamiast domów i hoteli będziemy tu „kupować” miejsca koncertów i single z pierwszych miejsc list przebojów, w odniesieniu sukcesu pomogą nam (lub przeszkodzą) losowane karty. Po planszy możemy poruszać się jednym ze specjalnych „queenowych” pionków: robotem z okładki albumu „News of the World”, odkurzaczem Freddiego z teledysku „I Want to Break Free”, gitarą Briana Maya, młotkiem nawiązującym do utworu „Hammer to Fall”, staromodnym radiem z teledysku „Radio Ga Ga” lub rowerzystą z piosenki „Bicycle Race”.

Podobno Monopoly to najczęstsza przyczyna rozpadu przyjaźni, małżeństw i rodzin – a już od 5 maja będziemy mogli stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi w prawdziwie rockowym, królewskim stylu!

z rockradio.tuba.pl


  • RSS
  • Facebook
  • YouTube
  • Last.fm