Brian May: nie chciałbym, żeby ktoś pomyślał, że gwiazdorzę

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Brian May – ikona muzyki, legendarny rockman, jeden z najlepszych gitarzystów świata. Kerry Ellis – wokalistka, która za sprawą swojego głosu zachwyciła muzyka Queen. Wspólnie 2 marca wystąpią w Centrum Kongresowym w Krakowie. W rozmowie z Onetem zdradzili, co przygotowali dla polskiej publiczności, Kerry wyjaśniła, czego nauczyła się od Maya, a on sam sprostował, że nie zachowuje się jak gwiazda. Oprócz tego radzi, jak należy myśleć o muzyce, porównuje wielkie widowiska Queen do pewnej zabawy i tłumaczy, jaki wpływ na przyszłość muzyki będzie miała śmierć Davida Bowiego. Sprawdźcie, co jeszcze zdradzili nam artyści!

Chociaż mogłoby się wydawać, że Brian May i Kerry Ellis pochodzą z dwóch zupełnie różnych światów, wspólnie tworzą duet idealny. Nie tylko uzupełniają się w swojej twórczości, ale też sprawiają wrażenie, jakby przyjaźnili się całe życie. Miałam okazję przeprowadzić z nimi krótki wywiad. Tuż przed rozmową dostałam informację, że Brian May nie może przebywać w jednym pomieszczeniu z Kerry, dlatego muszę połączyć się z nimi telefonicznie w dosyć skomplikowany sposób. Muzyk Queen zachrypniętym głosem bardzo mnie za to przepraszał i już przy przywitaniu rozbawił mnie i Kerry Ellis do łez.

2 marca Kerry Ellis wystąpi wraz z Brianem Mayem w krakowskim Centrum Kongresowym. Oprócz tego gitarzysta wraz z zespołem Queen i Adamem Lambertem w czerwcu zamknie swoim występem Life Festival Oświęcim.

Katarzyna Gawęska: Cześć, jak się macie?

Brian May (BM): Cześć!

Kerry Ellis (KE): Cześć!

BM: Czeeeeeść! [śmiech]

KE: Czuję się świetnie, a wy?

BM: Bosko!

Chyba już się przywitaliśmy, więc możemy zaczynać? [śmiech]

BM: Oczywiście, ale wcześniej chciałbym powiedzieć jeszcze jedno… Zaskoczę was: cześć, Kasia! Cześć, Kerry! [śmiech] Jejku, jestem niesamowicie podekscytowany tym, że możemy w trójkę uciąć sobie pogawędkę. Kasia, przepraszam cię za to, że musiałaś łączyć się z nami w tak skomplikowany sposób. Nie chciałbym, żebyś sobie pomyślała, że coś jest ze mną nie tak, że gwiazdorzę i nie mogę przebywać w jednym pomieszczeniu z Kerry. Jestem chory i nie chciałem jej zarazić, dlatego pomyślałem o konferencji telefonicznej.

KE: To też fajne, bo możemy udawać, że wszyscy razem pracujemy i mamy teraz spotkanie biznesowe!

Wy już razem pracujecie, a ja mam wobec tego kilka pytań. Kerry, ty zaczynałaś od musicali. Freddie Mercury śpiewał w dosyć teatralny sposób, o Adamie Lambercie można powiedzieć to samo. Brian, wygląda na to, że tego szukasz w ludziach, z którymi nawiązujesz współpracę.

BM: Rzeczywiście, to wygląda tak, jakbym miał jakiś fetysz [śmiech]. Tak naprawdę nigdy tego nie zauważyłem, ale gdy teraz o tym myślę, to wydaje mi się, że w pewnym sensie jest to ułatwienie. Wiesz, kieruję się instynktem. Zresztą, chyba taka już ludzka natura. Jestem pewien, że ty też pracujesz z ludźmi, którzy cię inspirują, z którymi lubisz przebywać. Jeśli jest inaczej, to pewnie nie powinnaś tego kontynuować. Jeśli jednak masz takie szczęście, że twoi współpracownicy są tak samo twórczy, jak ty i jesteście w stanie wykorzystać wasz wspólny potencjał, to nie powinnaś z tego rezygnować. Właśnie tego szukam w ludziach – kreatywności, inspiracji, dobrej energii.

Ale wracając do sposobu śpiewania osób, z którymi miałem szansę współpracować, to chyba jest tak, że szukam ludzi nieprzeciętnych, którzy potrafią zaśpiewać wszystko. Ja nie byłbym w stanie zachowywać się tak, jak Kerry, Adam, czy Freddie. Nie umiem wystawić takiego show, nie jestem teatralny. To nie znaczy, że nie jestem twórczy – po prostu te trzy osoby są w pewnym stopniu moimi przeciwnościami. Uwielbiam teatr, ale z natury nie jestem wybuchowy, więc nie umiałbym się wczuć w każdą rolę, jeśli chodzi o muzykę.

Co takiego było w Kerry, że postawiłeś akurat na nią?

BM: Kerry jest wyjątkowa pod każdym względem. To niezwykle oddana osoba, która potrafi w pełni się w coś zaangażować i dać z siebie wszystko. Oczywiście ma też cudowny, przejmujący głos. Powiedziałbym, że w tym przypadku los po prostu zesłał nas sobie nawzajem. Wszystko zaczęło się od musicalu „We Will Rock You”, w którym wcieliła się w postać Meat. Pamiętam, że kiedy przyszła na casting, pomyślałem sobie, że pozostali kandydaci nie dorastają jej do pięt. Potrafiła zainteresować sobą widza, pasowała do tej roli bardziej, niż ktokolwiek inny. Gdyby nie pojawiła się na tamtym przesłuchaniu, pewnie i tak prędzej czy później bym na nią trafił. Jeśli teraz otoczyłby ją milion osób, i tak od razu bym ją znalazł. Wyróżnia się z tłumu jak nikt inny.

Podczas trasy Born Free chcieliście zwrócić uwagę ludzi na waszą działalność na rzecz fundacji o tej samej nazwie. Czy to nie jest w pewnym stopniu walka z wiatrakami? Naprawdę myślicie, że muzyka może pomóc rozwiązać społeczno-polityczne problemy?

KE: Ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Myślę, że każdy z nas ma głos. Tym bardziej teraz, w erze mediów społecznościowych. Kiedy przeglądam Facebooka albo Twittera, natychmiast zauważam, że ludzie ciągle słuchają muzyki, bo mają do niej większy dostęp. Mogą też wyrazić swoje opinie, więc teraz każdy z nas ma głos. W sieci ludzie mogą łączyć się w bardzo liczne grupy. Rząd nie ma wyjścia – politycy muszą słuchać społeczeństwa. To na pewno nowy sposób komunikacji, ale wydaje mi się, że jest skuteczny.

Wiem, jak wygląda koncert Queen, ale wasze koncerty to zupełnie co innego. Trochę ciężko jest mi to sobie wyobrazić.

BM: Byłaś na koncercie Queen w Krakowie?

Tak.

BM: I jak, daliśmy radę? Podobało ci się? Chciałbym wiedzieć, co sądzisz.

Byłam zachwycona, chociaż wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak Adam poradzi sobie na scenie, więc podchodziłam do tego bardzo sceptycznie, ale podczas tamtego show zrobił na mnie ogromne wrażenie i udaje mu się to powtarzać za każdym razem, gdy go widzę [śmiech]. To było wielkie widowisko, cudowne przeżycie.

BM: Ulżyło mi! Mam nadzieję, że koncert w Krakowie, który zagram z Kerry, też ci się spodoba. Chociaż rzeczywiście trudno jest sobie to wyobrazić, bo nasze występy są zupełnie różne od koncertów Queen.

KE: Tak, zdecydowanie się od siebie różnią. Nasze koncerty są o wiele bardziej intymne… Brian i ja stoimy na scenie… Jest jeszcze Jeff, który gra na klawiszach. Jest niesamowity. Za nami na jest wielki ekran. Te koncerty są nieformalne. Jesteśmy blisko ludzi, widzimy ich, rozmawiamy z nimi, śpiewamy. Nasze wspólne występy są… Myślę, że słowo „osobiste” dobrze je opisuje. Czujemy się tak, jakbyśmy siedzieli w naszych własnych salonach i staramy się, żeby tak samo poczuli się widzowie. Wszyscy, którzy przychodzą nas posłuchać, są naprawdę blisko nas.

Długo zajęło ci przywyknięcie do tego, że teraz koncertujesz, a nie występujesz w musicalach?

KE: O Boże, ludzie nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo koncerty i musicale się od siebie różnią! Przyzwyczajenie się do koncertowania trochę mi zajęło, muszę to przyznać. Trzeba nabyć zupełnie nowe umiejętności. Jeśli się nie mylę, to moja pierwsza trasa koncertowa z Brianem odbyła się pięć lat temu. W tym czasie musiałam dowiedzieć się, jaką chcę być artystką i wiele się nauczyć. Brian pomógł mi w tym bardziej niż ktokolwiek inny. To najlepszy nauczyciel, jakiego mogłabym sobie wymarzyć. Pozwolił mi się uczyć, popełniać błędy, wyciągać wnioski, eksperymentować i rozwijać swoje umiejętności. Nadchodząca trasa zapowiada się zupełnie inaczej niż ta sprzed pięciu lat. Teraz jestem podekscytowana perspektywą wyjazdów i koncertowania, ale kiedyś taka wizja mnie przerażała. Ze śpiewaniem nie miałam żadnego problemu, ale trudność sprawiało mi mówienie, komunikowanie się z ludźmi. Teraz mnie to ekscytuje… No dobra, może nie ekscytuje – po prostu się do tego przyzwyczaiłam [śmiech]. Ale to zupełnie inny świat niż musicale, do których przygotowywane są scenariusze i trzeba wcielić się w jakąś postać.

Brian, a czego ty w takim razie nauczyłeś się od Kerry?

KE: Podoba mi się to pytanie [śmiech].

BM: Wow, to pytanie jest bardzo dobre! Chyba wielu rzeczy uczyliśmy się wspólnie. Nasza współpraca jest dla nas dalej nowością. Muzyka Queen to podniosłe piosenki z dużą dozą dramaturgii. Jesteśmy bardzo głośni… Zresztą, nie ma sensu, żebym ci to mówił, bo przecież dobrze o tym wiesz. Od lat w połowie prawie każdego koncertu śpiewam „Love of My Life”. To tylko jedna scena w całym przedstawieniu, podczas której na chwilę zapanowuje spokój. Koncerty Queen, jak wszystkie rockowe koncerty, przypominają mi trochę zabawę na trampolinie – zaczynasz skakać i nie możesz przestać [śmiech]. Bardzo trudno jest się zatrzymać.

W przypadku mnie i Kerry możemy skontrolować wszystko, co się dzieje, co do sekundy. Jeśli w połowie koncertu mamy ochotę zrobić sobie przerwę, możemy to zrobić. Jeśli chcemy coś zmienić, to zmieniamy to, odkrywamy nowe formy kontaktu z publicznością. To jest coś, czego uczę się przy Kerry, bo jest zupełnie inaczej niż w Queen. Jak już mówiła, mamy bezpośredni kontakt z publicznością, co na koncertach Queen byłoby niemożliwe. Kiedy z nią występuję, możemy być spontaniczni. W takich sytuacjach zauważam też, że piosenki zyskują inny rodzaj mocy. Odkrywamy utwory, w których kryje się całe mnóstwo emocji, a to właśnie dzięki nim możemy się komunikować z naszymi słuchaczami – tak samo, jak oni, śmiejemy się, płaczemy. To chyba właśnie w ten sposób muzyka staje się częścią twojego życia – nie można jej analizować, trzeba po prostu czuć.

To dlatego eksperymentujecie z wieloma gatunkami muzycznymi? W ten sposób zaczynacie odczuwać emocje, których wcześniej nie znaliście?

KE: O tak, zdecydowanie. Nasza setlista cały czas się zmienia, bo sami wybieramy utwory, które chcemy zaprezentować naszym słuchaczom. Najbardziej interesujące w naszej współpracy jest chyba to, że zawsze łączymy na naszych koncertach piosenki z różnych lat i z różnych gatunków. Ostatnio występowaliśmy z Russem Ballardem, więc wypróbowaliśmy też jego utwory. Bez przerwy szukamy nowych piosenek, a co za tym idzie, także nowych emocji. Dzięki temu każdy z naszych koncertów jest wyjątkowy.

Brian, chciałam cię zapytać o wydarzenia, o których w ostatnich tygodniach mówi cały świat. Zmarł Scott Weiland, Lemmy Kilmister, David Bowie, z którym Queen nagrał „Under Pressure”. Od tego czasu ludzie są przerażeni tym, co się stanie z muzyką.

BM: Wiem, że ludzie z całego świata martwią się o przyszłość muzyki, ale ja nie mam żadnych wątpliwości na temat tego, że młodzi ludzie nadal będą kochali i tworzyli rock and roll.

Muszę przyznać, że kiedy słyszę, jak ty wypowiadasz te słowa, to od razu jest mi lepiej i przestaję się martwić [śmiech].

BM: I tak powinno być [śmiech]. Wszyscy słuchamy muzyki, siedzimy w tym razem. Tak już jest, że ludzie pojawiają się na świecie, a później z niego znikają, ale mam wrażenie, że obecnie na rynku muzycznym jest naprawdę wielu wspaniałych, młodych artystów. Musimy cały czas się rozwijać, szukać możliwości, żeby pozwolić ludziom usłyszeć nasz talent, co może być bardzo trudne, ale mimo to sądzę, że nie ma potrzeby panikować. Wszyscy po prostu musimy iść przed siebie, tworzyć sztukę, nagrywać muzykę. Myślę, że damy sobie radę, jeśli tylko zaczniemy traktować innych ludzi oraz zwierzęta lepiej, niż wychodzi nam to teraz. Osobiście uważam, że jest dla nas nadzieja.

Wiem, że Adam Lambert jest stale krytykowany za to, że występuje jako wokalista Queen, chociaż osobiście uważam, że bardzo niesłusznie.

BM: Poznałaś Adama? Polubiłaś go?

Dwa razy przeprowadzałam z nim wywiad i bardzo chętnie bym to powtórzyła.

BM: Zastanawiam się, czy jest na świecie osoba, która po poznaniu Adama go nie kocha [śmiech]. Przepraszam, przerwałem ci.

Wasza współpraca też spotyka się z tak dużą krytyką?

BM: Przez te wszystkie lata tworzenia muzyki pogodziłem się z faktem, że naprawdę nie da się sprostać oczekiwaniom wszystkich ludzi. To, co robię z Kerry, spotyka się raczej z pozytywnymi reakcjami, ale to pewnie wynika z faktu, że wobec naszej dwójki nie ma tak naprawdę wysokich oczekiwań. Z Queen jest inaczej, bo ludzie zawsze porównają to, co robimy teraz, do dawnych czasów. Oczywiście, zmieniliśmy się, ale właśnie dlatego współpraca z Kerry sprawia mi tak dużą radość. Robimy coś nowego, więc nie dajemy ludziom zbyt wielu powodów do tego, żeby oczekiwali od nas czegoś oprócz tego, co im dajemy.

W takim razie co planujecie zrobić w najbliższym czasie, jeśli chodzi o waszą twórczość?

BM: Ja na pewno po tym wywiadzie już nigdy nie odezwę się do Kerry [śmiech].

KE: Tak, to już koniec, nic nas już nie czeka [śmiech].

BM: A tak na poważnie, mamy w planach wydanie nowego albumu! Nagraliśmy już ponad połowę potrzebnego materiału. Kerry, zapomniałem o czymś?

KE: Zgadza się, nagrywamy album i mamy też nadzieję, że po jego premierze uda nam się zagrać jeszcze więcej koncertów. Jeśli chodzi o moją współpracę z Brianem, mamy ten problem, że możemy pracować tylko jeśli Brian nie jest zajęty Queen, a ja moją solową działalnością. Mimo to, kiedy tylko mamy wolne terminy, spotykamy się i pracujemy nad naszym projektem. Mogę cię zapewnić, że jeszcze o nas usłyszysz [śmiech].

BM: Jestem pod wrażeniem tej odpowiedzi, te plany na przyszłość bardzo mi pasują.

KE: No wiesz, kiedyś musiałam cię poinformować, że jeszcze będziesz musiał mnie widywać [śmiech].

Dziękuję wam za tę rozmowę, to była dla mnie prawdziwa przyjemność.

KE: My również dziękujemy!

BM: To my dziękujemy tobie, Kasia. To była bardzo miła rozmowa. Pojawisz się na naszym koncercie?

Na pewno mnie tam nie zabraknie!

BM: Wspaniale! Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawiła! Jeszcze raz dziękuję i do zobaczenia w Krakowie!

z onet.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Facebook
  • YouTube
  • Last.fm
0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×