Rock in Rio w Polsce

Koncerty największych artystów pokroju Red Hot Chili Peppers, Amy
Winehouse, Neila Younga, Prince’a czy OutKast mamy dosłownie na
wyciągnięcie biletu.

Czy to możliwe? Otóż wiele wskazuje na to, że
tak. Toczą się właśnie rozmowy, by w 2011 roku Polska mogła gościć
największy festiwal rockowy świata, czyli… Rock in Rio.

Nie, to nie pomyłka. Organizowany od 1985 roku festiwal trzykrotnie
odbył się wprawdzie w brazylijskim mieście, ale tyle samo razy w
Lizbonie (w 2008 roku portugalska stolica dzieliła ten zaszczyt z
Madrytem).



Roberta Medina, wiceszefowa organizującej festiwal firmy Better World,
prowadzi negocjacje z polskimi inwestorami i sponsorami. – Polska to
centrum nowej Europy, kolosalny potencjał – mówi Medina. – A w dodatku
świetnie się z wami współpracuje: trzy lata temu stawialiśmy razem
gigantyczną choinkę przed Pałacem Kultury.

Co to oznacza? Oczywiście poza niezwykłą gratką dla fanów muzyki
kilku pokoleń? Do Polski sciągną pielgrzymki fanów z połowy Europy, a
główną scenę festiwalową podzielą ze sobą artyści światowej superligi z
krajowymi tuzami. Zakopower, T. Love albo Nosowska chętnie dopiszą
sobie do CV, że sąsiadowali na afiszu z największymi. Ale nie tylko o
muzykę toczy się gra przy Rock in Rio.

Wprawdzie Roberta Medina uczy się grać na perkusji, by bębnić w
kapeli tej miary co Metallica, ale zwraca uwagę, że idea tego właśnie
festiwalu to coś więcej. – Muzyka zbudowała nam markę, dzięki temu
możemy poprzez festiwal promować ważne zagadnienia. Już pierwsza
impreza Rock in Rio

- w 1985 roku, z udziałem m.in. Queen – zdobyła serca i uznanie.
Wtedy Roberto Medina, ojciec Roberty i twórca festiwalu, jął rozwijać
drugi front – działania społeczne. Dzięki wpływom z trzeciego Rock in
Rio w Brazylii udało się zapewnić edukację kilku tysiącom byłych małych
kryminalistów. Od kilku lat festiwal promuje też zagadnienia
ekologiczne. W tym roku w Madrycie zasadzono kilkadziesiąt tysięcy
drzew.

W Polsce tematem towarzyszącym mogłoby stać się zapobieganie
globalnemu ociepleniu. Festiwal to ogromne, kilkudniowe
przedsięwzięcie: wielohektarowy park rozrywki, przestrzeń promocyjna,
pokazy laserowe i rewie mody. Połowa liczącego ponad 30 milionów euro
budżetu ma pochodzić ze sprzedaży biletów, druga – od partnerów
biznesowych.

Delegacje potencjalnych sponsorów z Polski gościły w tym roku w
Lizbonie i Madrycie, więc zasmakowały już charakteru i rozmachu Rock in
Rio – wiedzą, co i na jaką skalę będzie grane (nie tylko dosłownie).
Jeżeli rozmowy doprowadzą do pomyślnego finału, jedno z polskich miast
zyska kapitalną infrastrukturę, służącą rozmaitym przedsięwzięciom
plenerowym.

A Rock in Rio na stałe wpisze się w program imprez w Polsce, bo
organizatorzy zamierzają przeprowadzać imprezy festiwalowe równolegle w
kilku miejscach, takich jak Lizbona, Madryt, Rio de Janeiro. Jeśli
wszystko się uda, od 2011 roku do tej listy będzie można dopisać któreś
z polskich miast.

Filip Łobodziński
z Newsweek.pl  nr 49/08

  • RSS
  • Facebook
  • YouTube
  • Last.fm
0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×